POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 8 (8) z dnia 2016-09-14; Pomocnik Historyczny. Nr 4. Z Kresów na Kresy; s. 170-174

Zasiedlenie

Jerzy Kochanowski

Od terra incognita do terra integrata

Nadal zdewastowane i zaniedbane Ziemie Odzyskane odkryto ponownie po 1956 r. Przemianowano je na Zachodnie i Północne, dowartościowano i spróbowano włączyć w krwiobieg całego kraju. Na dobre i złe.

Sedno Ziem Odzyskanych. Zreasumujmy. Bezpośrednio po II wojnie światowej tzw. Ziemie Odzyskane, ich utrzymanie i zagospodarowanie, stanowiły jedno z najważniejszych wyzwań ówczesnych władz. Legitymizowały je, uzasadniały konieczność sojuszu ze Związkiem Sowieckim, były paliwem nastrojów antyniemieckich. Choć zniszczone, to dzięki i tak lepszej infrastrukturze niż w reszcie kraju dawały potężny zastrzyk modernizacyjny. Umożliwiły przesiedlenie rodaków zarówno z utraconych Kresów, jak i przepełnionej Polski dawnej. W końcu pozwalały, podobnie jak odbudowa Warszawy, pokazać sprawność organizacyjną i determinację nowych władz. Te zaś uznały ziemie poniemieckie za wspólny projekt całego narodu, sprytnie włączając do referendum w czerwcu 1946 r. pytanie: „Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic Państwa Polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej?”.

Rozumiano nie tylko szczególną wagę, ale i odrębność, wymagającą specjalnego traktowania. Powołano osobne Ministerstwo Ziem Odzyskanych z Władysławem Gomułką jako szefem i zatrudniono w nim niemałą część współpracowników Biura Ziem Zachodnich Delegatury Rządu. ...