POLITYKA

Niedziela, 26 maja 2019

Polityka - nr 38 (3027) z dnia 2015-09-16; s. 94

Passent

Daniel Passent

Oda do dysforii

Na dzień dzisiejszy” (a fe!), „na ten moment” (a fe!), czyli aktualnie (a fe!), jestem na wakacjach, daleko, Polski nie widzę ani nie słyszę, ale mam ją ze sobą. Nie, nie jestem takim megalomanem i pozerem, żebym ogłaszał, jak miłuję ojczyznę, że bez niej się nie ruszam, że Polskę mam w sobie. Takie nadęte recytacje zostawiam zawodowym patriotom. Mam Polskę raczej przy sobie albo przed sobą, na przykład kiedy czytam książkę Marcina Kołodziejczyka „Dysforia. Przypadki mieszczan polskich”. Trudne słowo ta dysforia? Trudne, ale warto sprawdzić. Jak mówił Marian Grydzewski, słynny redaktor „Wiadomości Literackich”: „Ja wiem, że »Odę do młodości« napisał Słowacki, ale przed oddaniem do druku zawsze sprawdzam”.

Zaczynam „Odę do dysforii”: „»Dysforio«, książko moja, ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, kto cię przeczytał”. Marcin Kołodziejczyk ma słuch absolutny i osłuchuje, a może nawet trochę podsłuchuje, Polskę od różnych stron: pijaczkowie z ulicy Mińskiej, mieszkańcy apartamentowca klasy Lux na Tarchominie, emeryt resortowy, kombatantki powstania, początkujący poeci, reporter gazety, telewizja ś...