POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 10 (2545) z dnia 2006-03-11; s. 94

Pilch

Jerzy Pilch

Oda do pleców

O kobiecych plecach książkę mogłabym napisać – powiedziała w końcu i chyba nie była to wyłącznie retoryczna deklaracja. – Kobiece plecy – dowodziła z pasją – to jest pole artystycznie zaniedbane. Poeci i powieściopisarze plecy opiewali rzadko, albo w ogóle. W „Pieśni nad pieśniami” o plecach oblubienicy ani słowa. W niezliczonych romansach i wierszach miłosnych – podobnie. Z malarstwem dużo lepiej. Może faktycznie trzeba być malarzem, żeby czuć i rozumieć, jaka pomiędzy karkiem a pośladkami niebywała jest płaszczyzna. Weź, poza tym, spróbuj namalować plecy. Nie szkodzi, że nie masz talentu, ci co mają, też nie potrafią. Jeszcze biust, profil, ramię, nawet dłoń jako tako wyjdzie. Ale plecy? Pleców nie uchwyci nawet najzdolniejszy. Plecy to jest domena mistrzów. Plecy tycjanowskie. Plecy rubensowskie. Zapomnij o rubensowskich biustach. Przyjrzyj się rubensowskim plecom. Przypatrz się, jak Rubens malował plecy, a zrozumiesz, co znaczy zmysłowość. Pierwsza zmysłowość zawsze tyczy pleców. Wszyscy w koło ględzą o pierwszym pocałunku; ...