POLITYKA

środa, 19 czerwca 2019

Polityka - nr 50 (3190) z dnia 2018-12-12; s. 12

Ludzie i wydarzenia / Świat. Komentarz

Adam Krzemiński

Odchodzi AM, niech żyje AKK!

Wygląda na to, że po Merkel Niemcy wolą solidną administratorkę, a nie rwącego się do kariery młodzika czy obrażalskiego spryciarza. Stąd sukces Annegret Kramp-Karrenbauer.

Jak dotąd końcówka „ery Merkel” przebiega zgodnie z planem żelaznej kanclerz. Po mizernie w 2017 r. wygranych wyborach do Bundestagu, po żałosnych korowodach ze sformowaniem rządu, nieustających sporach we własnym obozie i słabych wynikach chadecji w serii tegorocznych wyborów do Landtagów Angela Merkel – po 18 latach przewodniczenia CDU – zapowiedziała, że nie będzie po raz kolejny kandydować na to stanowisko. Po czym wewnątrzpartyjna kampania wyborcza stała się widowiskiem ogólnokrajowym.

Trójka kandydatów objechała organizacje partyjne w całym kraju, występując ponadto niczym zespół rockowy, jak powiedział jeden z nich, na sześciu wielkich konferencjach regionalnych.

Najwięcej oklasków zbierał 63-letni Friedrich Merz – świetny mówca, nadzieja konserwatywnego skrzydła CDU, kiedyś szef klubu parlamentarnego CDU w Bundestagu i członek „klubu andyjskiego” – sitwy zawartej w latach 70. przez ambitnych młodych chadeków, którzy przyrzekli się wspierać i po Helmucie Kohlu dojść do władzy. Nie doszli, bo nie mieli ikry. Merkel, enerdowska „dziewczynka Kohla”, tę ikrę miała i ograł...