POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 48 (2221) z dnia 1999-11-27; s. 36-37

Świat

Grzegorz Dobiecki

Odejść, żeby wrócić

Minister przemysłu i finansów Dominique Strauss-Kahn (dla Francuzów modnie, bo skrótowo, zwany DSK) podał się do dymisji na początku listopada. Błyskawicznie przerwał swoją wizytę w Wietnamie, przyleciał do Paryża, porozmawiał z premierem i swą decyzję ogłosił. Ekspresowe tempo tłumaczy to, że lewicowy rząd, którego był podporą, ma za szefa Lionela Jospina, głoszącego od początku urzędowania, iż moralność (czytaj: czyste ręce) jest w polityce możliwa. Ba, wręcz niezbędna.

Dominique Strauss-Kahn aferzystą nie jest, dopuścił się natomiast karygodnej niefrasobliwości prawnej. On, adwokat. W 1996 r., będąc pełnomocnikiem studenckiej organizacji ubezpieczeń wzajemnych MNEF, negocjował zakup potężnego holdingu, tonącego w długach, z innym finansowym potentatem CGE.

  • Najsłynniejsze dymisje w Europie w bieżącej dekadzie
  • Zastrzelił się człowiek honoru

Compagnie Générale des Eaux wykupiła akcje rozbitka; Strauss-Kahn rozmawiał wtedy ponoć o tym ze swoimi kolegami ze studiów. Skutecznie. MNEF miała mu za to wypłacić 603 tys. franków. Z dokumentów, jakie do tej pory ujawniono, wynika, iż DSK pobrać miał pieniądze za - tak naprawdę - nigdy nie wykonaną usługę, ponadto zaś, że dopuścił się fałszerstwa, akceptując rachunek antydatowany. Strauss-Kahn potwierdza, że w przyjmowaniu przezeń honorariów od MNEF mogły być pewne "nieprawidłowości formalne". Ale zarzutu świadomego fałszerstwa nie przyjmuje. Tymczasem już rozpoczęto dochodzenie w jego sprawie.

Właśnie dlatego Dominique Strauss-Kahn podał się do dymisji. Praktyka sądowo-polityczno-prawna we Francji przyjęła za normę (idąc za anglosaskim ...