POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 42 (3081) z dnia 2016-10-12; s. 48-49

Rynek

Witold M. Orłowski

Odliczanie do katastrofy

Warszawski licznik długu nie pozostawia wątpliwości: w ciągu dwóch miesięcy nasze zadłużenie przekroczy bilion złotych. Czy to oznacza, że Polska zbankrutuje?

Bilionowy dług nie jest wymysłem inicjatora i twórcy licznika Leszka Balcerowicza. Potwierdza go także Ministerstwo Finansów. W pierwszym półroczu 2016 r. dług publiczny Polski wzrósł z 920 do 978 mld zł. Z opublikowanych wiosną prognoz Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego wynikało co prawda, że magiczną barierę biliona przekroczymy dopiero w pierwszych miesiącach kolejnego roku, ale ostatnie dane wyglądają pesymistycznie. Dług jest ogromny i szybko rośnie.

Dług publiczny to zobowiązania instytucji państwa, za które w ostatecznym rachunku odpowiadają obywatele. Jeśli instytucje państwowe – rząd, samorządy, fundusze ubezpieczeń społecznych – wydają więcej pieniędzy, niż mają dochodu, to brakujące środki muszą pożyczyć. Zazwyczaj robią to, sprzedając inwestorom obligacje (stanowią one 90 proc. tego przerażającego biliona). Mogą je kupować inwestorzy indywidualni, banki, fundusze inwestycyjne. A im więcej mają obligacji, tym wyższy jest dług publiczny.

Z prawnego punktu widzenia dług publiczny to dług jak każdy inny – gdyby rządowi zabrakło pieniędzy na terminowe ...