POLITYKA

Niedziela, 21 lipca 2019

Polityka - nr 14 (2648) z dnia 2008-04-05; s. 24-26

Kraj

Marek Henzler

Odmeldować się!

Donald Tusk zapowiedział, że rząd jeszcze w tym roku będzie chciał znieść obowiązek meldunkowy. Jak podkreślił, będzie to zmiana „istotna, w jakimś sensie rewolucyjna i oczekiwana przez obywateli”. Czy aby na pewno?

Wcześniej wicepremier i minister spraw wewnętrznych i administracji Grzegorz Schetyna w specjalnym liście poprosił innych ministrów, by, biorąc pod uwagę interesy własnego resortu ocenili pomysł likwidacji obowiązku meldunkowego. Wiceminister Witold Drożdż, który w MSWiA nad nim pracuje, mówi, że nadesłane przez innych ministrów odpowiedzi wskazują na to, że generalnie pomysł aprobują, choć z pewnymi obawami. Niektórzy postulują, by w zamian wprowadzić jakiś inny system, który zastąpi obowiązkowy meldunek. Do końca kwietnia ma powstać końcowy raport, który będzie podstawą prac legislacyjnych. Po wakacjach projekt ustawy powinien trafić do Sejmu i do końca roku przejść legislacyjną ścieżkę. W 2009 r. obowiązek meldunkowy przestałby istnieć.

– Deklaracja premiera Tuska nie padła przypadkowo – tłumaczy wiceminister Drożdż. – Prawo meldunkowe jest uciążliwe i nagminnie nieprzestrzegane. Dlaczego więc go nie zlikwidować? Stało się ono szczególnie uciążliwe po wymianie dowodów osobistych z książeczkowych na plastikowe. W starych dowodach było kilkanaście rubryk na kolejne adresy. ...

Już 80 lat

Instytucję meldunku wprowadzono w 1928 r. rozporządzeniem prezydenta Ignacego Mościckiego, podpisanym także przez ówczesnego premiera Józefa Piłsudskiego. Przepisy (wprowadzane stopniowo) przewidywały, że każdy, kto przebywa w jakiejkolwiek miejscowości dłużej niż 24 godziny, winien być zameldowany w gminie przed upływem następnych 24 godzin. Obowiązek zameldowania ciążył na właścicielu lub dzierżawcy domu. W hotelach i pensjonatach listy gości trzeba było umieszczać „przy wejściu (...) w miejscu widocznem dla wszystkich wchodzących”. Za nieprzestrzeganie przepisów groziły grzywny i areszt do 4 tygodni. Powojenne komunistyczne państwo doskonaliło system ewidencji. Meldunek, w powiązaniu z prawem do zamieszkania w konkretnym lokalu, a te w większości jako mieszkania komunalne i służbowe były w dyspozycji państwa, służył do ograniczania żywiołowej migracji. Aby zostać nowym mieszkańcem Warszawy, trzeba było albo „wżenić się” w stołeczny meldunek, albo znaleźć pracodawcę, który wykaże, że jesteśmy niezbędnym pracownikiem, lub kupić mieszkanie za dewizy.