POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 36 (2209) z dnia 1999-09-04; s. 34-37

Świat

Marek OstrowskiArtur Górski  [wsp.]Katarzyna Szczęsny  [wsp.]

Odór śmierci

Śmierć przychodzi po czterech dniach. To znaczy, według statystyk ratowników, człowiek pod gruzami i w upale żyje 96 godzin. Czasem dłużej, jeśli nie odniósł ran i jest silny psychicznie. Pomoc musi więc nadejść w ciągu pierwszych dni katastrofy. Czy może nadejść? Turcja - w rozgoryczeniu i żalu - szuka winnych tragedii.

Dziś nie ma już kogo ratować. Ciężkie koparki lub dźwigi podnoszą żelbetonowe płyty, pod którymi ukazują się zwłoki sczerniałe i obrzmiałe od upału, niemożliwe do zidentyfikowania. W Yalova, nad Morzem Marmara unosi się odór śmierci. Mówi się ciągle o co najmniej 30 tys. zaginionych. Te 30 tys. przejdzie zapewne do rubryki: ofiary śmiertelne.

Trudno to zrozumieć z daleka. Korespondent telewizji CNN pokazywał ręką do kamery ruiny domu, które przeszukiwała wieloosobowa ekipa ratowników. Rozejrzał się bezradnie dookoła: - Tu, w pobliżu leżą setki takich domów, a dalej znowu setki, a razem sześćdziesiąt tysięcy. Sześćdziesiąt tysięcy domów, w których w każdym ktoś był, bo trzęsienie ziemi przyszło w środku nocy.

W Turcji zawaliły się nie tylko domy, ale również całe zaufanie, jakie ludzie pokładali w systemie władzy. Ale największy gniew kieruje się przeciw przedsiębiorcom budowlanym. "MORDERCY" - pod takim wielkim tytułem ukazał się główny turecki dziennik. Chodzi o to, że normy budowlane dla terenów sejsmicznych w Turcji nie są ...