POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 48 (3188) z dnia 2018-11-28; s. 15-17

Polityka

Rafał Kalukin

Odwrót i powrót

Nie ma niepodległości bez praworządności. To hasło, pod którym Donald Tusk powraca do polskiej polityki, oferując antypisowskiej opozycji nowy język. I jak za dawnych czasów budzi aplauz u zwolenników oraz stawia na baczność przeciwników. Jaka rola jest mu pisana?

Niektórzy wciąż mają do niego żal, że zbyt łatwo uległ pokusie ucieczki z tonącego pokładu rządzącej Platformy Obywatelskiej w 2014 r. Uważają, że przyczynił się do zwycięstwa PiS rok później. Sam Donald Tusk w niedawnym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” odrzucał takie spekulacje. Stwierdził, że pakując się do Brukseli, już wyczuwał nadchodzącą zmianę nastrojów: „Wiedziałem, że nie jestem wartością dodaną w przyszłych wyborach w Polsce. Byłem symbolem przemęczenia Platformą”.

To prawda. W tamtym czasie Tusk od dawna nie był już czarującym wodzirejem opinii publicznej. Jego oblicze stawało się zacięte, rysy tężały, przemawiając, popadał w monotonię. Dekadę wcześniej wyczerpanie władzą podobnie odbijało się na fizjonomii Leszka Millera. Tamten upadający premier faktycznie już nie miał siły walczyć, a finisz kadencji okazał się najbardziej upokarzającym epizodem w politycznym życiu przywódcy SLD. Może więc dobrze, że „uciekający” Tusk oszczędził sobie i swoim zwolennikom podobnie smętnego widowiska? W końcu odchodził w glorii najwyż...