POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 43 (3183) z dnia 2018-10-24; s. 42-44

Rynek

Adam Grzeszak

Oko za okiem

Władza lubi nas widzieć. Patrzą na nas kamery z rejestratorami wideo, a czasem i mikrofonami. Branża monitoringu wizyjnego ma dziś pełne ręce roboty. A jak na to patrzą obywatele?

Na niestrzeżony przejazd kolejowy w podhalańskiej wsi Zaskale, mimo włączonego sygnalizatora ostrzegającego o zbliżającym się pociągu, wjeżdża auto nauki jazdy i niespodziewanie staje na torach. Osiemnastoletnia kierująca odbywa właśnie egzamin na prawo jazdy. Egzaminator wyskakuje i zaczyna machać, ostrzegając maszynistę, a potem ucieka. Egzaminowana do ostatka usiłuje ruszyć. Za późno.

Tego samego dnia przebieg tragicznie zakończonego egzaminu cała Polska ogląda na ekranach telewizorów, komputerów i smartfonów. Wydarzenia były nagrywane przez wiele kamer jednocześnie, niczym scena filmu sensacyjnego. Bo w kamery rejestrujące obraz poza samochodem i to, co dzieje się wewnątrz, wyposażone są auta egzaminacyjne. Obowiązek taki wprowadzono, by łatwiej rozstrzygać spory dotyczące przebiegu egzaminów. Rejestrator wideo jest zainstalowany w pociągu, by w razie wypadku ocenić zachowanie maszynisty. Stacjonarna kamera pracuje też na przejeździe kolejowym.

Większość przejazdów kolejowo-drogowych wyposażona jest już w kamery. Mamy ok. 3 tys. takich monitorowanych obiektów w Polsce. Stanowią element realizowanego ...