POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 49 (2170) z dnia 1998-12-05; s. 38-40

Świat

Marek Ostrowski

Ołtarze i szubienice

Dyktatorzy na emeryturze nie mają się czego bać, nawet Augusto Pinochet. Jeśli los oszczędził im doraźnego gniewu zamachowców (na przykład losu powieszonego Nadżibullaha w Afganistanie) albo pospiesznego sądu (Nicolae Ceausescu w Rumunii) - przeważnie żyją na luksusowej emigracji (większość Afrykańczyków). Jeśli natomiast oddali władzę dobrowolnie, jeśli nowa demokracja musiała się z nimi ułożyć, by sama zaistnieć - mogą spać spokojnie.

Co za ironia geografii: schorowany wódz NRD Erich Honecker wyjechał do Chile, by wreszcie pozostawiono go w spokoju. Były przywódca Chile Augusto Pinochet też chciałby jak najszybciej tam wrócić, by przypadkiem nie stanąć przed sądem w Europie. Chociaż brytyjscy lordowie orzekli, że jego zatrzymanie w Wlk. Brytanii było zgodne z prawem, trudno sobie wyobrazić, aby stara Anglia, mistrzyni dyplomacji, zgodziła się na jego ekstradycję. W ten sposób Pinochet wyląduje w końcu w swoim kraju, gdzie - według prawa wewnętrznego - nie można mu wytoczyć żadnego postępowania ani karnego, ani cywilnego.

Obecne perypetie Augusto Pinocheta związane są z Europą. Gdyby nie europejskie obywatelstwo części rodzin ofiar ówczesnego reżimu (i nie odwaga hiszpańskiego sędziego, który już nieraz przeciwstawiał się władzom, na przykład z hukiem złożył dymisję, kiedy jego koledzy partyjni położyli kres kampanii "czyste ręce") - nikt nie niepokoiłby emerytury dyktatora. W końcu, praworządna Francja nigdy nie gnębiła obalonego dyktatora Haiti, młodego Duvaliera (zwanego "...