POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 10 (2695) z dnia 2009-03-07; s. 100-105

Na własne oczy

Piotr Grzegorz Michalik

Ołtarze Świętej Śmierci

Kult świętych nie jest w Meksyku niczym nowym. Zjawisko Santa Muerte przybiera jednak skalę zupełnie wyjątkową. Nie bez wpływu pozostaje Internet. Opowieści o cudownej mocy figurek Świętej Śmierci rozprzestrzeniają się błyskawicznie.

Fiesta rozhulała się na całego. Domek dońi Ines w mieście San Cristobal de las Casas rozbrzmiewa tropikalnymi rytmami. Tańczą wszyscy: młode dziewczęta kołyszą seksownie biodrami, stateczne matrony podrygują, starsi panowie drepczą. Dzieci popiskują biegając w tę i z powrotem, gonią kolorowe balony, opychają się tortem. Wkrótce zjawią się mariachis – tradycyjni grajkowie. Gospodyni jest dzisiaj jeszcze bardziej energiczna i weselsza niż zwykle. Dopytuje się, czy aby nie brakuje rumu. Zdecydowanie nie brakuje.

Ołtarz piętrzy się aż po sufit w centralnym punkcie patio. Małe i całkiem spore figury w chwiejnym blasku świec tłoczą się na jego kolejnych stopniach. Śmierć z kosą, śmierć na tronie, śmierć z anielskimi skrzydłami. Dziesiątki zakapturzonych trupich czaszek spoglądają na radosny tłumek pustymi oczodołami. U ich stóp leżą ofiary dla Świętej Śmierci (hiszp. Santa Muerte), przyniesione przez wiernych: pęki kwiatów, słodycze, piwo, coca-cola, tequila. I jabłka – jej ulubione owoce.

Czarna, czerwona i złota

Na wizerunki Świętej Śmierci moż...