POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 39 (3129) z dnia 2017-09-27; s. 50-52

Świat

Aleksandra Lipczak

Oni już odeszli

Madryt postanowił przeczekać Katalonię w sprawie niedzielnego referendum niepodległościowego. I doprowadził do największego kryzysu w historii demokratycznej Hiszpanii.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy to – w dość powszechnej opinii – przywódca pozbawiony charyzmy. Małomówny, w okularach o grubych szkłach, najtrudniejsze zadania powierza swojej „wice” – Sorayi Sáenz de Santamaríi. Na konferencjach prasowych, zamiast osobiście, woli pojawiać się na wystawionym ekranie. Jest niezmiennie jednym z gorzej ocenianych polityków w Hiszpanii. A jednak ten były urzędnik wydziału ksiąg wieczystych z Galicii stoi na czele rządu Hiszpanii już siódmy rok. Do perfekcji bowiem opanował sztukę przeczekiwania.

Rajoy umiejętnie przeczekuje kolejne afery korupcyjne, w których oskarżonych lub skazanych zostało już 900 członków jego Partii Ludowej. Przeczekał kryzys ekonomiczny, bo wiedział, że protesty nie mogą trwać wiecznie, a sytuacja gospodarcza powoli zmierza ku lepszemu. Miał też pomysł, żeby przeczekać w ten sposób Katalonię i jej niepodległościowe dążenia. Ale taka strategia – co widać dziś, kiedy w Katalonii zrobiło się gorąco jak nigdy przedtem – okazała się zupełną pomyłką.

1.

Przypomnijmy fakty. 6 września, późny wieczór. Pod głosowanie ...