POLITYKA

Piątek, 18 stycznia 2019

Polityka - nr 39 (2724) z dnia 2009-09-26; s. 44-46

Rynek

Adam Grzeszak

Opel na części

Przejęcie Opla przez kanadyjsko-rosyjskie konsorcjum Magna-Sbierbank może okazać się początkiem końca słynnej niemieckiej marki. Opel ma dziś czterech właścicieli, a każdy chce jechać w inną stronę. Przydałby się dobry kierowca.

Koncern General Motors zapłacił za akcje spółki Adam Opel AG 33 362 000 dol. Było to pod koniec lat 20. ubiegłego stulecia, Opel produkował wtedy niespełna 50 tys. samochodów rocznie. 80 lat później General Motors został zmuszony do pozbycia się większościowego pakietu Opla (oraz brytyjskiego Vauxhalla, który należał do GM jeszcze dłużej). Transakcja zostanie sfinalizowana w listopadzie. Za 55 proc. akcji firmy, która wytwarza 1,5 mln aut rocznie, nie dostanie złamanego centa. Wystarczyło mu, że ktoś przejmie gigantyczne długi. Bo w tym biznesie nie jest ważne, ile się produkuje samochodów, ale ile się na nich zarabia. A Opel, podobnie jak General Motors, amerykański koncern-matka, od kilku lat notował straty. Tylko w tym roku wyniosą one 3 mld euro. W sumie za ostatnie 8 lat uzbierało się już ponad 6 mld euro.

Jak na razie do portfela musiał sięgnąć niemiecki podatnik. Rząd Angeli Merkel na podtrzymanie Opla przy życiu udzielił już pożyczki 1,5 mld euro w gotówce i obiecał 3 mld w gwarancjach kredytowych. Być może i my się będziemy musieli do ...