POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 17 (2552) z dnia 2006-04-29; s. 145

Pilch

Jerzy Pilch

Ortalion, parasol i gazeta

W tamtych czasach nie było szalików, proporców, chorągwi; nie było ani ogromnych, rozwijanych wzdłuż całych trybun, transparentów, ani farb do malowania twarzy w wojenne barwy klubowe. W tamtych czasach rasowego kibica szło poznać po płaszczu ortalionowym, parasolu, gazecie w garści; i po – ma się rozumieć – szybkim, neurotycznym marszu. Mieszkaliśmy przy ulicy Filareckiej i kiedy pod oknami wynajmowanego przez ojca pokoju zaczynały sunąć tak rozpoznawalne cienie, znaczyło to, że powoli trzeba się zbierać. Powoli i bez pośpiechu, nie mieliśmy daleko – perspektywę, z tysiąca powodów, niebywałej uliczki Filareckiej zamykał stadion Cracovii.

W pierwszej prachwili byłem rozczarowany. Jako przybysz z Wisły i kibic tamtejszej – do dziś nigdy nie grającej wyżej niż w A klasie – drużyny byłem pewien, że im wyżej w ligowych hierarchiach, tym wyższe są nie tylko piłkarskie umiejętności, ale i parametry boisk. Innymi słowy byłem absolutnie pewien, że boisko w ...