POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 20 (2654) z dnia 2008-05-17; s. 60-62

Świat

Krzysztof Mroziewicz

Orwell tu był?

Birmę nękają dwa nieszczęścia – dyktatura wojskowa i cyklony. Dyktatura trwa 45 lat, cyklon zdarza się co roku. Śmierć, bezdomność i głód to ich skutki.

Birma jest państwem od tysiąca lat. Przed odzyskaniem niepodległości była kolonią angielską. Mieszkał tam i służył pewien policjant brytyjski o poglądach lewicowych, który nazywał się tak jak przedostatni premier Wielkiej Brytanii. Eric Arthur Blair wszedł do literatury światowej pod pseudonimem George Orwell. Dzisiejsza Birma mogłaby uchodzić za pierwowzór orwellowskiego świata. To kraj dyktatury wojskowej, a zarazem dyktatury absurdu – w tajemnicy wybudowano tam niedawno nową stolicę o nazwie Naypyidaw (Miasto Królów), 350 km na północ od Rangunu.

W sekrecie przeniesiono do niej ministerstwa, którymi kierują generałowie. Wielka, nowoczesna metropolia jest siedzibą orwellowskiego reżimu, a zarazem stolicą żywcem wyjętą z „Procesu” Franza Kafki. Pracują tam i mieszkają ministrowie, sekretarze stanu, dyrektorzy departamentów, referendarze. Nie mieszka natomiast ani jeden zwykły Birmańczyk. Nikt tam nie przyjeżdża, żeby cokolwiek załatwić. Nikt urzędnikom nie zawraca głowy. Mogą wreszcie spokojnie pracować.

Samą dyktaturę ustanowiono między innymi dlatego, że mniejszości narodowe na północy kraju domagają się własnych państw i że uprawiają mak, surowiec do ...