POLITYKA

Poniedziałek, 17 czerwca 2019

Polityka - nr 42 (3081) z dnia 2016-10-12; s. 12-15

Andrzej Wajda 1926–2016

Zdzisław Pietrasik

Ostatni romantyk 

Trzy tygodnie temu pokazał w Gdyni nowy film. A już myślał o następnym. Jako artysta był człowiekiem spełnionym. Jako Polak – nie.

Był wielkim artystą, cenionym na całym świecie, laureatem Oscara i wszystkich największych nagród reżyserskich. Nie ma książki z historii kina, w której nie byłoby kadru z „Popiołu i diamentu” czy „Kanału”. Dzięki niemu termin „szkoła polska” wszedł do słownika terminów filmowych, przyswajanych do dzisiaj przez studentów wydziałów reżyserii. Opowiadał światu o polskim losie.

Daniel Olbrychski, wspominając Mistrza w telewizji, powiedział, że dołączył do naszych największych pisarzy i poetów – wymienił między innymi nazwiska Norwida i Żeromskiego. To właściwe zestawienie: był bowiem Andrzej Wajda ostatnim polskim romantykiem, który jednocześnie pozostawał w nieustannym sporze z Polską.

Kiedy kończył szkołę filmową w połowie lat 50., polskie kino pozostawało sztuką drugorzędną, było anachroniczne, „przedwojenne”, ton nadawali mu twórcy z poprzedniej epoki. Z Wajdą przychodziło całe nowe pokolenie, mające już wiedzę o tym, jak wygląda kino światowe, na czym polega włoski neorealizm, co kręci się we Francji, co w&...

„Popioły”

„Partyzanci” [nacjonalistyczna frakcja partyjna], grając na nutach narodowych, obrali sobie w roku 1965 „Popioły” Wajdy za wyraźny cel ataków. Paradoksalnie, w tym konkretnym wypadku mieli rację. Jeśli wymową tego filmu miało być „uświadomienie sobie złudy nadziei na odzyskanie niepodległości”, to filmowe „Popioły” wówczas, w roku 1965, były pomyłką. Polacy za swoją przygodę z Napoleonem zapłacili wysoką cenę, ale nie była to cena zapłacona za nic.

Krzysztof Teodor Toeplitz, POLITYKA 17.04.1993 r.

„Pan Tadeusz”

Polacy muszą sobie, być może właśnie teraz, zadać pytanie: kim my jesteśmy? Ktoś dobrze powiedział, że społeczeństwo bez pamięci jest zbiegowiskiem. Czasem mam wrażenie, że i my na razie tak możemy wyglądać. Jedni zbiegli się wokół hamburgera, drudzy wokół coca-coli i wideo. Ale być może za chwilę ten kraj zechce sobie odpowiedzieć na pytania: czym różnimy się od innych? Kim jesteśmy i po co idziemy do Europy?

Andrzej Wajda w rozmowie, POLITYKA, 06.06.1998 r.

„Ziemia obiecana”

Z iluzjami dramaty Wajdy rozprawiają się okrutnie, i słusznie: jeżeli rzeczywistość ich nie sprawdziła, znaczy, że był w nich błąd, nawet wtedy, gdy wydawało się, że mają jakąś treść szlachetną, do której byliśmy przywiązani, często całym sercem: a jednak, niesłusznie. Nie inaczej jest z klęską Borowieckiego w „Ziemi obiecanej”. Jest to dalszy ciąg tematu, który stanowi obsesję Wajdy: rewizji spadku szlachetczyzny polskiej.

Zygmunt Kałużyński, POLITYKA 22.11.1975 r.

„Wesele”

Z „Wesela” wyszedłem wzruszony, co mi się zdarza rzadko (...). Na seansie wieczornym, gdy padły słowa „Miałeś chamie złoty róg”, młody widz powtórzył je głośno, z dodatkiem przeciągłego „eeech!”, co zostało przyjęte życzliwie, jako znak wspólnego stanu ducha. (...) W filmie Wajdy idzie w ogóle o kino: jest ono w swojej naturze sztuką psychoanalizy zbiorowej, jakiej nie było, i tak się składa, że w tej mierze specjalistą jest właśnie Wajda, właściciel firmy „Pralnia podświadomości Polaków po II wojnie”.

Zygmunt Kałużyński, POLITYKA 20.01.1973 r.

„Kanał”

Są możliwe dwa powroty do historii: w pierwszym wypadku mówimy o zwycięstwach, w drugim o klęskach. Wracamy do historii klęsk, żeby nie doprowadzić do nich ponownie. Jeżeli opis klęski powstania warszawskiego, którą pokazałem w moim filmie „Kanał”, miał jakikolwiek wpływ na późniejsze zachowania Polaków, to polska szkoła filmowa spełniła swoje zadanie.

Andrzej Wajda w rozmowie, POLITYKA 04.03.2006 r.

„Popiół i diament”

Ten film trafiał do widzów dosłownie na całym świecie dlatego, że tragiczny wybór, przed którym staje bohater – wykonać ostatni rozkaz, który jest gestem sprzeciwu wobec wyroków historii, czy wybrać życie u boku spotkanej właśnie dziewczyny – nabierał wymiaru uniwersalnego. Każdy wrażliwy młody człowiek, niepogodzony ze złem tego świata, mógł się z bohaterem genialnie zagranym przez Zbigniewa Cybulskiego utożsamić.

Zdzisław Pietrasik, POLITYKA 02.05.2009 r.

„Powidoki”

Zrobiłem „Powidoki”, żeby przypomnieć cenę trwania przy swoim w najmroczniejszym, najbardziej służalczym okresie stalinizmu. Później taka sytuacja już się nie powtórzyła. Jeśli chodzi o samo malarstwo, to oczywiście bliższy był mi realizm Wróblewskiego.

Andrzej Wajda w rozmowie, POLITYKA 02.03.2016 r.

„Człowiek z marmuru”

Z filmu nie dało się wiele wyciąć, bo zrobiony był konsekwentnie. Najtrudniej było „Człowieka z marmuru” wprowadzić na ekrany. Wyświetlano go jedynie w warszawskim kinie Wars, gdzie pewnego dnia doszło do interwencji milicji, ponieważ widzowie tłoczyli się po bilety. Potem zwiększono liczbę kopii, lecz żeby nie denerwować cenzorów, w repertuarze zamiast tytułu podawano „Wszystkie seanse zarezerwowane”. Czego się bano?

Andrzej Wajda w rozmowie, POLITYKA, 02.03.2016 r.

„Człowiek z żelaza”

Sierpień 1980 r. to historia i teraźniejszość równocześnie, zarazem to, co widzieliśmy, kiedy bramy Stoczni otwarły się zwycięsko, i dziś, kiedy wiemy już znacznie więcej. A to jest do wyrażenia, do opowiedzenia przede wszystkim słowami. (...) Wałęsa stojący nad bramą Stoczni jest obrazem, pewnym skrótem, ale ciągle jeszcze ważniejsze jest to, co powiedział wówczas do zebranych, niż jak to wyglądało.

Andrzej Wajda w rozmowie, POLITYKA 30.05.1981 r.

„Wałęsa”

Musimy pamiętać, że przez dziesiątki lat polityką zajmowali się inteligenci. Ich działania kończyły się rozlewem krwi i rzezią. Chcemy dziś widzieć powstanie warszawskie jako zryw ducha. Ale 250 tys. cywili nie wyraziło zgody na to, że złożą swoje życie na ołtarzu ojczyzny. Nikt ich o to nie pytał. Tymczasem stoczniowiec Wałęsa obalił komunę. Bez ofiar. Za to należy mu się chwała. Gdy do Solidarności zapisało się 10 mln Polaków, on nie uległ euforii.

Andrzej Wajda w rozmowie, POLITYKA 09.10.2013 r.