POLITYKA

Czwartek, 25 kwietnia 2019

Polityka - nr 1 (2226) z dnia 2000-01-01; s. 51

Świat

Artur Górski

Ostatnia fotografia

Kosowo: Śmierć polskiego oficera

Podpułkownik Zbigniew Wydrych to pierwszy polski żołnierz, który poniósł śmierć podczas operacji pokojowej NATO. Zginął w Kosowie od wybuchu albańskiego niewypału, być może sterowanego drogą radiową. Głupia, przypadkowa śmierć – mówią jedni. Na wojnie, a przecież w Kosowie mimo wszystko wciąż ona trwa, nie ma przypadkowej śmierci – tłumaczą koledzy.

Zbigniew Wydrych przyjechał do Kosowa w połowie czerwca ubiegłego roku; w pierwszej grupie żołnierzy polskiego kontyngentu KFOR. Początkowo mieli stacjonować w opuszczonej fabryce w Starym Kaczaniku, ale w końcu otrzymali inną lokalizację – rozległy ugór, porośnięty trawą sięgającą szyi, ciągnący się aż do macedońsko-kosowskiej góry Szar Planina. Wojna z trawą była szczególnie ciężka – zamiast kosiarek, przez kilka dni żołnierze sami ją udeptywali, angażując do tego również opancerzone pojazdy. Z początku mieszkali w namiotach, dopiero w okolicach jesieni do Kacznika dotarły blaszane kontenery. Dziś tereny polskiego garnizonu wyglądają na całkiem ucywilizowane – nawet udało się opanować wszechobecne od jesieni błoto. Dzięki sprowadzonym z Polski agregatom jednostka uniezależniła się od dostaw prądu. Inna sprawa, że przy amerykańskiej bazie Bondsteel, tej, w której zmarł Zbigniew Wydrych, polski obóz wygląda niemal jak harcerski biwak. Amerykanie rozłożyli się bowiem na kilkuset hektarach, tworząc coś w rodzaju miasteczka (a właściwie sporego ...