POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 6 (6) z dnia 2011-06-01; Pomocnik Historyczny. 1941. Operacja Barbarossa. Wojna między Hitlerem i Stalinem; s. 120-123

Rachunek sumienia

Adam Krzemiński

Ostfront – niemiecka zbrodnia i kara

Niemiecka pamięć II wojny światowej rozpada się na dwie odmienne sekwencje. Kampanie polska, norweska, tryumf nad Francją to Kavaliersdelikte – grzechy kawalerskie. Dopiero od napaści na ZSRS zaczyna się der Sündenfall, prawdziwy grzech i prawdziwa kara – klęska i powszechne potępienie.

Oblicza Hitlera.

Przed operacją Barbarossa – słychać przy przysłowiowym piwie – III Rzesza prowadziła wprawdzie wojny napastnicze, ale krótkie, zwycięskie i – jak w 2009 r. z okładki wyrokował „Spiegel” – „nieuchronne”, zaprogramowane w koślawym i niesprawiedliwym traktacie wersalskim, który wymagał rewizji. Gdyby Hitler w 1939 r. poczekał – pisał w 1991 r. wydawca hamburskiego tygodnika Rudolf Augstein – to Anglicy zgodziliby się na korektę granicy z Polską aż do linii z 1914 r. Ale Generał Bezkrwawy, jak zrazu nazywali Niemcy Hitlera, który przyłączył do Rzeszy Austrię, Sudety i wziął Pragę, chciał sobie ostro postrzelać. Gdy w końcu Polskę najechał, to w Rzeszy wcale nie wybuchła euforia. Dopiero latem 1940 r., po tryumfalnej paradzie w Paryżu, Niemcy uwierzyli także w wojenny geniusz Hitlera.

Kampanie 1939–41 wyglądały na turystyczną przygodę, niemal sportową. Wtargnięcie niemieckiego U-Boota w październiku 1939 r. do brytyjskiej bazy fetowano jak prawdziwy Husarenstück – szarżę huzarską. Wprawdzie potem niemieckim lotnikom bitwa o Anglię się nie udała, ale pokonanie Francji przez Wehrmacht w sześć tygodni – ...