POLITYKA

Poniedziałek, 22 lipca 2019

Polityka - nr 13 (2698) z dnia 2009-03-28; s. 98-100

Świat

Juliusz Urbanowicz

Owinięci w bawełnę

Tadżycy niewolniczo harują przy zbiorach bawełny – niczym bohaterowie „Chaty wuja Toma”. Świat zainteresował się ich krajem, bo NATO szuka tu oparcia dla swojej operacji w Afganistanie.

Dziś większość dostaw wojskowych do Afganistanu biegnie przez Pakistan, gdzie coraz częściej zdarzają się ataki. Tymczasem – jak przestrzegają analitycy International Crisis Group (ICG) – Tadżykistan jest o krok od upadku. Ponad 70 proc. Tadżyków żyje w skrajnej nędzy. Dochód na jednego mieszkańca w zeszłym roku nie przekroczył nawet 2 tys. dol. Rolnictwo, które daje niespełna jedną czwartą dochodów państwa, zatrudnia aż trzy czwarte całej siły roboczej. Najwięcej przy zbiorach bawełny.

W obwodzie chatlońskim, na południe od stołecznego Duszanbe, pola bawełny ciągną się aż po horyzont. Graniczący z Afganistanem region jest zagłębiem tego głównego surowca światowego przemysłu tekstylnego. Bawełna, nazywana białym złotem, stanowi podstawowy towar eksportowy Tadżykistanu. Nic więc dziwnego, że kontrolę nad nią sprawują firmy związane z autorytarnym prezydentem Emomali Rachmonem. I tylko dla rządzącej kasty jest prawdziwą żyłą złota. Dla reszty to przekleństwo.

My zdies chłopkoraby (jesteśmy bawełnianymi niewolnikami) – skarży się rolnik z okolic ...