POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 47 (2377) z dnia 2002-11-23; s. 34-37

Gospodarka / Złodzieje codzienni

Anna Szulc

Pajęczarze

Setki tysięcy ludzi dorabiają sobie kradzieżą. Najchętniej kradną prąd i obraz, ale również gaz, wodę, benzynę i impulsy. Kradną robotnicy, biznesmeni, kucharki i wojskowi, a nawet pewien były wiceburmistrz mazurskiego miasteczka. Przeważnie nie mają wyrzutów sumienia i pozostają bezkarni.

Najwięcej powodów do zmartwień mają energetycy. Są takie miasta i wioski w Polsce, gdzie znika nawet dziesięć procent rozprowadzanej w sieci energii. Dla porównania – w Niemczech nie znika nawet procent. Kradną całe wsie, z sołtysem włącznie. Pajęczarstwo kwitnie też w zaniedbanych blokowiskach i zadbanych domkach jednorodzinnych. Dobrze się miewa w kamienicach.

Krakowski Kazimierz. Kiedyś dzielnica żydowska, dziś dzielnica knajpek i galerii. I lokatorów drugiej kategorii, którzy z reguły nie chcą i nie mają gdzie się wyprowadzić. – Wojna z nimi to walka z wiatrakami – mówi Lidia Jurkiewicz, administratorka kamienic na Kazimierzu. – W dodatku bez sojuszników.

Lokatorom Jurkiewicz już dawno zdjęto liczniki prądu i gazu. Nie płacili rachunków albo wpinali się do sieci przed licznikiem. Teraz korzystają z dobrodziejstw klatki schodowej. Ciągną prąd przez kabel, podłączony do korytarzowej skrzynki należącej do administracji. – To kradzież w biały dzień, na którą nie reaguje już ani zakład energetyczny, ani ...