POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 43 (2577) z dnia 2006-10-28; s. 100-103

Społeczeństwo / Ludzie

Jowita Flankowska

Pamiętnik stawiającej na siebie

Co z tego, że Unia Europejska zachęca do pracy na własny rachunek, skoro Urząd Pracy robi wszystko, żebym nie przestała być bezrobotna, a polska administracja prędzej mnie wykończy, niż pozwoli założyć działalność gospodarczą?

Marzec 2006

No i koniec. Agora zamyka swoje najmłodsze dziecko – dziennik „Nowy Dzień”, w którym pracowałam jako dziennikarka. Tak jak ponad 100 osób dostaję wypowiedzenie i trzymiesięczną odprawę. Co dalej?

Jestem wykształcona, doświadczona, przedsiębiorcza i uparta. Mam wolny zawód. Jeżeli teraz nie założę własnej działalności gospodarczej, to kiedy? Teraz mam szansę na niższy ZUS i na dotację z Unii, za którą mogę kupić wszystko, co do pracy jest mi potrzebne: aparat fotograficzny, laptop, wielofunkcyjne urządzenie biurowe (drukarka, ksero, faks w jednym) i cyfrowy dyktafon. Do wydania lekko licząc 10 tys. zł.

W uszach dźwięczy mi głos przedsiębiorcy Jacka Moritza, który na łamach „Nowego Dnia” radził, jak uczciwie zarobić pierwszy milion: „Jeżeli weźmiesz na początku kredyt z banku, to będziesz pracowała dla banku, nie dla siebie. Zrób wszystko, żeby nie zaczynać od kredytu”.

Kwiecień 2006

Robię głęboki wdech i idę do Urzędu Pracy. Co ja piszę! Najpierw wlokę się pociągiem InterCity 5,5 godziny ...