POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 11 (2596) z dnia 2007-03-17; s. 108-113

Na własne oczy

Ryszarda Socha

Pan na smyczy

Czerwona uprząż na biszkoptowej sierści labradorki Vectry jest jak odzież robocza. Vectra musi nauczyć się koncentrować na zadaniach, które będzie jej stawiać przyszły pan lub pani, poruszający się na wózku inwalidzkim. Obcy ludzie nie powinni takiego psa głaskać czy zagadywać. On jest w pracy.

Na uczelni, kiedy Ania Urbańska i Iris wchodzą do sali wykładowej, dookoła słychać cmokania, 40 osób woła jedna przez drugą: – O! jaki ładny. Labradorka Iris doskonale wie, że chodzi o nią. Trenerzy przestrzegają Anię: musisz uważać, by Iris nie uległa syndromowi gwiazdy. Wtedy trudniej jej będzie skupić uwagę na wykonywaniu poleceń. No, bo po co pracować, skoro można być nagradzanym za samo istnienie?

Ania Urbańska ma 24 lata. Studiuje pedagogikę resocjalizacyjną na Uniwersytecie Gdańskim. Jest na piątym roku. Zawsze chciała mieć psa. Kiedy miała siedem lat, pisała prośby do świętego Mikołaja. O wszystko inne mogła poprosić rodziców. W tej jednak sprawie tłumaczyli, że pies oznaczałby obowiązki dla nich. Bo Ania sama sobie nie poradzi. Wskutek dziecięcego porażenia mózgowego chodzi samodzielnie z dużym wysiłkiem. Najczęściej jeździ na wózku. Gdyby nie kilkanaście lat codziennej rehabilitacji, byłaby – jak sądzi – osobą leżącą. Ale poruszanie się i tak zajmuje jej dwa razy więcej czasu niż osobom w pełni sprawnym.<...