POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 6 (3097) z dnia 2017-02-08; s. 40-42

Rynek

Andrzej Lubowski

Pan z zapałkami

Sygnały z Białego Domu przestały zdumiewać i coraz częściej przerażają. Donald Trump wkracza na ścieżkę handlowego protekcjonizmu, odstępując od wieloletnich pryncypiów amerykańskiej polityki. Światowy system wolnego handlu może ogarnąć pożar.

Gdy w 1984 r. przygotowywano podróż prezydenta Ronalda Reagana do Europy, jego najbliżsi współpracownicy przekonywali go o znaczeniu nadchodzącej rocznicy. Mieli na myśli rocznicę lądowania aliantów w Normandii. Ale Reaganowi, naznaczonemu bardziej pamięcią o Wielkiej Depresji niż o drugiej wojnie światowej, przyszło do głowy, ku zaskoczeniu doradców, inne wydarzenie. Jego myśli powędrowały do 1934, a nie 1944 r. Mijało 50 lat od umowy o wzajemnym handlu (Reciprocal Trade Agreement Act of 1934).

W niespełna rok po krachu na giełdzie nowojorskiej, w 1930 r., prezydent Herbert Hoover podpisał tzw. Smoot-Hawley Act, nakładający 60-proc. cła na niemal cały import. W kampanii prezydenckiej obiecał, że użyje ceł, aby pomóc amerykańskim farmerom zmagającym się z tanim importem rolnym. I użył. Inne kraje odpowiedziały podobną bronią. Skutkiem było pogłębienie i wydłużenie kryzysu w USA i wzrost nacjonalizmów z wiadomym skutkiem. Legislacja z 1934 r., którą miał na myśli Reagan, była początkiem odwrotu ...