POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 45 (2375) z dnia 2002-11-09; s. 36-38

Kraj / Bieda uzależnia

Barbara Pietkiewicz

Panie pomocne

Formalnie urzędniczki średniego szczebla, faktycznie – zwłaszcza w małych społecznościach znękanych biedą i bezradnością – są kimś znacznie ważniejszym. Czasem ważniejszym od wójta i proboszcza. Panie z opieki społecznej – szafarki dóbr i pieniędzy.

Świat brania, dostawania i dawania, nie zaś zarabiania, sprzedawania, kupowania – jest światem tysięcy rodzin w Polsce. – Ten świat sytuuje się poza rynkiem – mówi socjolog Hanna Palska, autorka świeżo wydanej przez Polską Akademię Nauk książki „Bieda i dostatek”. – Niepotrzebni, bo nierynkowi ludzie biorą dary, niepotrzebne już nikomu rzeczy bogatszych. Dostają też pieniądze, które pomagają im przetrwać biologicznie, ale nie pozwalają wziąć udziału w świecie wielkiej wymiany.

Do brania i dostawania nasze społeczeństwo przywykło w PRL. Ojciec licznej rodziny, pracujący w fabryce, dostawał kartofle na zimę, cebulę, paczki dla dzieci na święta, darmowe dla nich kolonie. Dopełniał się w ten sposób socjalistyczny obowiązek dawania państwowego i nikomu wówczas do głowy nie przychodziło, że szlachetna ta pomoc mogłaby się skończyć. Dawcą na dużą skalę – ziemniaków, mleka, transportu, mieszkań – był dyrektor PGR, który – jeśli był ludzkim panem – przymykał też oko na kradzieże w gospodarstwie, oczekując w zamian lojalności, ofiarnoś...