POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 28 (3218) z dnia 2019-07-10; s. 36-37

Społeczeństwo

Piotr Pytlakowski

Państwo ściśle jawne

Telegram z Polski: „Szanowni obcy szpiedzy – stop – oszczędźcie sobie fatygi – stop – polskie tajemnice podajemy wam jak na tacy – stop – róbcie z tym, co chcecie”. Podpisano: IPN. Taki dowcip krąży w środowisku ludzi służb.

Instytut Pamięci Narodowej ujawnił głęboko do tej pory chronione dane dotyczące wywiadu PRL. Wybuchło zamieszanie, bo w odtajnionym zbiorze znalazły się informacje wrażliwe. Stanisław Żaryn, rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, zbagatelizował zagrożenia i w wydanym oświadczeniu napisał: „…publikacja archiwów byłego zbioru zastrzeżonego IPN wynika z zapisów ustawy przyjętej przez Sejm 29 kwietnia 2016 r.”.

To nie do końca prawda. Zbiory „Z” rzeczywiście odtajniono, ale pozostawiono w gestii prezesa IPN decyzję o nadaniu klauzuli tajności poszczególnym dokumentom. Prezes Jarosław Szarek w przypadku danych polskiego wywiadu nie skorzystał z tej kompetencji prawdopodobnie dlatego, że wydano zlecenie natury politycznej.

Zbiór zastrzeżony wydzielono na mocy ustawy z 1998 r. i chroniono jako zasób istotny z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju. I oto nagle ukryte tam dane polskiego wywiadu – oficerów, agentury, cudzoziemców współpracujących z polską służbą i tzw. nielegałów, czyli głęboko zakonspirowanych oficerów przebywających za granicami i ...