POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 13 (2901) z dnia 2013-03-27; s. 56-59

Świat

Artur Domosławski

Państwo w bagnie

W Sudanie Południowym znikają ludzie, ale nie wolno o tym mówić. Kto mówi, może zniknąć.

1

Przed dom Dinga Chana 5 grudnia zajechali umundurowani mężczyźni. Wyciągnęli go na podwórze i strzelili prosto w twarz. Był politycznym komentatorem, pisał pod pseudonimem Isaiah Abraham. Bezpieka wzywała go wcześniej na przesłuchania w związku z pewnym artykułem: Ding Chan domagał się w nim ustąpienia prezydenta kraju Salvy Kiira. W czasie wojny domowej między południem a północą Sudanu Ding Chan walczył pod jego komendą, potem zrzucił mundur i w wolnym – jak sądził – kraju wybrał życie cywila.

Mading Ngor prowadził program w Radio Bakhita w Dżubie. Mówił w nim o nadużyciach i korupcji władzy nowo powstałego państwa. W zeszłym roku mundurowi wyciągnęli go siłą z parlamentu i zabronili relacjonowania sesji. Innym razem został napadnięty i pobity. W grudniu wyjechał do Kanady.

Prawnik Ring Bulebuk podjął się obrony rodziny, którą na mocy arbitralnej decyzji wojskowi wyrzucili z domu. Został porwany, przez trzy dni bity i torturowany prądem, a następnie wrzucony do grobu i zostawiony na pewną śmierć. Przeżył.

W Dżubie nie wolno mówić ...