POLITYKA

Czwartek, 17 stycznia 2019

Polityka - nr 36 (2261) z dnia 2000-09-02; s. 80-81

Społeczeństwo / Obyczaje

Anna Szulc

Papaland Wadowice

Całe miasto karmi się popularnością Jana Pawła II

Przed szesnastym czerwca ubiegłego roku Wadowice były jedynie miastem, w którym urodził się papież. Dziś są już miastem papieskim, z papieskimi kremówkami, papieskim chlebem i papieskim kinem. Papież pojawił się na ulicach i w witrynach sklepowych. Oraz na choinkowych bombkach, w szklanym jaju, w puzzlach i grach planszowych, wreszcie w bożonarodzeniowej szopce. Obok starego Józefa, kardynała i królowej Jadwigi.

Tu w tym mieście, w Wadowicach, wszystko się zaczęło – przyznał Jan Paweł II podczas ostatniej pielgrzymki. I rzeczywiście zaczęło się. Już dzień później – od kłótni cukierników. Poszło o kremówki, którymi przed wojną zajadał się Karol Wojtyła. Okazało się, że w Wadowicach nikt kremówek już dawno nie wyrabia. Nikt też nie jest w stanie właściwie odtworzyć przepisu na papieskie ciastko.

– Rozpoczął się wielki wyścig zdesperowanych ciastkarzy – opowiada Grzegorz Spisak, dziennikarz lokalnego dodatku „Gazety Krakowskiej”. – Cukiernicy wpadli w prawdziwy amok. Prześcigali się w domniemaniach. Czy w środku był budyń, krem, czy bita śmietana? W końcu doszli do wniosku, że przedwojenne kremówki musiały być mocno zakrapiane spirytusem, bo wspominając je papież uśmiechał się znacząco. Ciasteczka zaczęły więc nagle pachnieć jak oddech przemęczonego żula.

Do dziś nie ustalono, które kremówki w Wadowicach przypominają smakołyki Wojtyły. Wybór jest trudny, bo papieski przysmak można już kupić nawet w kiosku z ...