POLITYKA

Czwartek, 22 sierpnia 2019

Polityka - nr 47 (2479) z dnia 2004-11-20; s. 80-81

Kultura / Teatr

Agnieszka Celeda

Papież strzela gola

Od ponad stu lat czekamy na nowe „Wesele”, a kto wie, czy ono nam się właśnie na narodowej scenie nie narodziło? Skromnie i cichaczem, w „Nartach Ojca Świętego”, z felietonowej prozy Jerzego Pilcha przekutej na teatr przez uduchowionego reżysera Piotra Cieplaka.

Z całą pewnością ta nowa wersja narodowego dramatu (jeśli za taką można ją uznać) nie jest ani tak barwna, wymowna i patetyczna jak wizja Wyspiańskiego. Ale może tylko na taką nas stać? Podobieństwa narzucają się same. W „Nartach Ojca Świętego” tak samo jak w „Weselu” ludzie gadają, piją, dają się pochłonąć życiowym drobiazgom – i podświadomie na coś czekają. Na coś, a raczej kogoś, kto ich życie uczyni lepszym, ważniejszym, kto nada mu cel i sens. Na złoty róg. U Wyspiańskiego przynosił go Wernyhora, mityczny zwiastun ze stepów Ukrainy. Kto dziś może spełnić rolę niekwestionowanego duchowego wodza, podrywającego do wielkiej przemiany? Tylko jeden człowiek, za życia uświęcony, przemieniony w ikonę. Polski papież.

W „Weselu” w środku pijackiej nocy wytęskniony prorok pojawiał się uczestnikom bronowickich godów; tu niemal słychać już odgłos helikoptera Jana Pawła II, niosącego Gościa, który właśnie abdykował i zamieszka między wiernym ludem. Tylko co wierny lud ma zrobić ...