POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 8 (2847) z dnia 2012-02-22; s. 12-14

Rozmowa Polityki

Janina ParadowskaJoanna Solska

Paragraf 67

Rozmowa z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, ministrem pracy i polityki społecznej, o tym, że młodzi nie boją się pracować dłużej, a starszych to mniej dotyczy

POLITYKA: – Waldemar Pawlak powiedział, że nie wierzy w państwową emeryturę. W trosce o własną starość woli raczej inwestować w dobre relacje z dziećmi. To wotum nieufności do rządu i pana jako ministra.
Władysław Kosiniak-Kamysz: – Jak znam prezesa, to chciał raczej powiedzieć, jak ważna jest solidarność międzypokoleniowa, i podkreślić, że warto wykorzystać także możliwości oszczędzania w trzecim filarze. Nie wydaje mi się, żeby naprawdę nie wierzył w instytucje państwowe.

Ale się pan podczas posiedzenia Rady Naczelnej PSL w tym nie upewnił?
Nie rozmawialiśmy na ten temat.

Pana partia coraz bardziej dystansuje się wobec projektu rządu. Biorąc tę robotę zdawał pan sobie sprawę z tego, że zostanie twarzą tak bardzo niepopularnej reformy?
Już z exposé premiera Donalda Tuska jasno wynikało, że w kwestii wydłużenia wieku emerytalnego jest bardzo zdeterminowany i podchodzi do tego problemu wręcz osobiście. Widać to zresztą po jego politycznej aktywności. Kilka godzin po ogłoszeniu ...

Najmłodszy w rządzie

(Dąb)

Władysław Kosiniak-Kamysz, rocznik 1981, jest jednym z najmłodszych ministrów w historii III RP. To paradoks, że właśnie jemu przypadnie przeprowadzanie reformy emerytalnej, kiedy samemu brakuje mu do emerytalnego wieku w nowym rycie aż 36 lat. Skończył medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie pełnił nigdy funkcji publicznych, nie kandydował nawet do parlamentu. Wyjątkiem jest fotel radnego w krakowskiej radzie miasta, w którym zasiadł ponad rok temu, zastępując wybranego na prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego. Do PSL trafił w 2000 r. Ruszała kampania i 19-letni Kosiniak-Kamysz zbierał podpisy pod listami poparcia dla Jarosława Kalinowskiego. Zaimponował Waldemarowi Pawlakowi i został szefem peeselowskiej młodzieżówki. Dzięki wsparciu wicepremiera w 2008 r. Kosiniak-Kamysz trafił do ścisłego kierownictwa partii – Naczelnego Komitetu Wykonawczego, w którym objął funkcję sekretarza. Uchodził wtedy za pupila Pawlaka, który już w 2007 r. zaproponował mu objęcie teki ministra pracy, ale młody Kosiniak odmówił.

Mówi się, że jego polityczna kariera rozwija się pod czujnym okiem ojca Andrzeja, prominentnego działacza PSL (jest szefem małopolskich struktur partii), doktora medycyny (od końca lat 80. dyrektora krakowskiego szpitala im. Dietla, w którym pracował również Władysław). W rządzie Tadeusza Mazowieckiego kierował resortem zdrowia. Od prawie 20 lat Andrzej Kosiniak-Kamysz zajmuje co prawda mało eksponowane, ale wpływowe stanowisko szefa rady rolników KRUS. Inną drogę wybrał Kazimierz Kosiniak-Kamysz, najstarszy z braci Kosiniaków, też członek PSL, który jest kierownikiem Katedry Hodowli Koni Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie i byłym rektorem tej uczelni. Zenon Kosiniak-Kamysz, najmłodszy z braci, od 2001 r. przez dwa lata – w rządzie SLD-PSL – był wiceszefem MSWiA, a w pierwszym rządzie PO-PSL wiceministrem obrony narodowej, odpowiedzialnym za modernizację armii. Potem ministerialny gabinet zamienił na rezydencję ambasadora RP w stolicy Kanady Ottawie, gdzie pracuje do dziś. Władysław Kosiniak-Kamysz, pytany o poglądy polityczne, mówi o społecznej gospodarce rynkowej i solidarności społecznej. W kwestiach światopoglądowych jest bardziej powściągliwy, mówi, że jest rzymskim katolikiem i kieruje się nauką Kościoła.

Politycy PSL obawiali się nominacji dla młodego Kosiniaka-Kamysza do tak trudnego resortu, który musi przeprowadzić mało popularne reformy. Mają nadzieję, że ojciec i stryjowie, do spółki z Pawlakiem, zadbają o to, by się nie potknął. Nie brak opinii, że Tusk wolał młodego, mniej doświadczonego polityka, zupełnie spoza branży emerytalnej, zamiast ponownie Jolantę Fedak (która przegrała zresztą wybory w 2011 r. w swoim okręgu), po to, aby mieć większy wpływ na newralgiczny resort.