POLITYKA

Sobota, 17 sierpnia 2019

Polityka - nr 41 (2624) z dnia 2007-10-13; s. 120-123

Ludzie / Obyczaje

Barbara PietkiewiczAgata Mikołajczyk  [wsp.]

Pasierbowie niedzielnej macochy

Takie sytuacje nikogo już nie gorszą ani nie dziwią: tata, który ma nową rodzinę, mama, która sprowadza do domu nowego męża, dzieci, którym przybywa przyrodnich braci i sióstr ze skomplikowanych konfiguracji życia dorosłych. Ale to mit, że łatwo jest ułożyć sobie wspólne życie z dziećmi, które są moje, twoje i nasze.

Przez całe wieki wdowcy żenili się z wdowami albo pannami. Wdowy – odpowiednio – z wdowcami i kawalerami. Z rozwiedzionymi nikt się nie żenił, bo tacy się w ogóle nie zdarzali: co Bóg złączył i tak dalej. Kobieta była po bożemu macochą i pasierb nie zwracał się do niej jak teraz – Elu, ciociu i jak tam jeszcze. A mężczyzna był ojczymem, a nie Jurkiem lub wujkiem.

Dzieci zostawały pasierbami, które należało karmić i ich nie krzywdzić, nie zapominając wszakże, że mężczyzna wchodzi do domu kobiety z dziećmi jako zbawca i anioł (chyba że wdowa bogata), bo mógł sobie wziąć pannę świeżą i bez balastu. Wdowa bez dzieci wychodząca za wdowca dzieciatego zbawczynią już nie była, bo jej psim obowiązkiem, jako kobiety, było jego dzieci wychowywać.

W latach 60. ubiegłego wieku 41 proc. wdowców brało powtórny ślub, pod koniec lat 90. – już 57 proc. mężczyzn i 51 proc. kobiet. I od lat 60. ubiegłego wieku doszły do tego nowe ...