POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 34 (3073) z dnia 2016-08-17; s. 13-15

Temat tygodnia

Artur Domosławski

Pasja i skucha

Rio to takie miasto, w którym każdą wściekłość – o ile nie chodzi o sprawę rzeczywiście poważną – potrafi rozbroić zniewalające piękno miejsca. Ta cecha bardzo się teraz przydaje.

Już pierwszy dzień po otwarciu był skuchą. Przed Parkiem Olimpijskim stała w piekącym słońcu kilometrowa kolejka, bo wojsko, policja i woluntariusze nie radzili sobie z niczym. Mundurowi – z kontrolą toreb i plecaków; cywile niemówiący w innym języku niż portugalski nie mogli instruować zdezorientowanych kibiców ani udzielić uspokajających informacji. Gdy kibice podnieśli bunt, mundurowi odpuścili kontrole i zaczęli wpuszczać wszystkich bez rewizji. Ale i tak masa kibiców pospóźniała się na zawody szermierki, piłki ręcznej, pływania i judo.

Lokalna prasa ustaliła, że winnymi były służby mundurowe: zamiast o szóstej rano, przyjechały po ósmej, gdy kolejka była już chaosem nie do opanowania. Ponadto mundurowych było za mało. Trzy bramki do prześwietlania wchodzących stały bezużyteczne, gdyż nie było komu ich obsługiwać.

Na Copacabanie, gdzie rozgrywano siatkówkę plażową – podobna obsuwa. Masa wściekłych kibiców nie zdołała wejść na mecz Brazylijczyków. Wojskowi wydawali kibicom kuriozalne rozkazy: np. kazali smarować się kremem do opalania, żeby upewnić się, że ...