POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 12 (3001) z dnia 2015-03-18; s. 38-40

Rynek

Cezary Kowanda

Passa Pesy

Bydgoska Pesa jest przykładem, że możemy osiągnąć międzynarodowe sukcesy w branży, z którą w kraju nie potrafimy sobie dać rady: na kolei. Ale właśnie posypały się kontrakty Pesy w Niemczech i w Rosji. Wykolei się firma czy nie?

Każdy polityk wie, że wizytując Kujawy, warto odwiedzić bydgoską Pesę. Wytwórnia pojazdów szynowych jest nie tylko wizytówką regionu, ale także symbolem sukcesów polskiej gospodarki. Dlatego kiedy PKP zdecydowały się na zakup Pendolino, wielu polityków nie kryło oburzenia: dlaczego zamówienia na superekspresy nie dostała Pesa? I to mimo że Bydgoszcz takich pociągów nie produkuje. Nie produkuje, ale jakby chciała, toby potrafiła – padały głosy.

Porządek musi być

Przyjemności wizyty w Pesie nie odmówiła sobie także premier Ewa Kopacz. Pod koniec ubiegłego roku sypała komplementami, mówiąc, że w Bydgoszczy produkowane są cuda, które dzisiaj sławią polski przemysł, nie tylko na rynkach europejskich. „Jestem pewna, że będziemy w najbliższym czasie mnóstwo słyszeć o naszych pociągach produkowanych w tej fabryce, które wyjadą na niemieckie tory”. Jej proroctwo się spełniło, ale nie do końca. Usłyszeliśmy o bydgoskich pociągach, ale dlatego, że nie wyjadą na niemieckie tory. Co się stało?

Niektóre wielkie kontrakty Pesy z lat 2009–15

• 186 tramwajów Swing dla Warszawy – 1,5 mld zł

• 20 pociągów Dart dla PKP Intercity – 1,3 mld zł

• 40 pociągów Atribo dla Trenitalii – 0,6 mld zł

• 75 tramwajów Jazz dla Warszawy – 0,5 mld zł

• 22 pociągi Elf dla Wielkopolski – 0,5 mld zł

• 31 pociągów Link dla Kolei Czeskich – 0,3 mld zł