POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 35 (3175) z dnia 2018-08-29; s. 95

Felietony / Chutnik Plebanek

Sylwia ChutnikGrażyna Plebanek

Patrz na mnie wilkiem

Grażynę zawsze bolało zdanie „człowiek człowiekowi wilkiem”. Bo jej wilki były niesamowite. Mówiły głosem Władysława Hańczy ze scenicznym „ł” i, nawet kiedy dorosła, w jej wyobraźni uparcie używały spółgłoski półotwartej bocznej zębowej welaryzowanej. Po „Czerwonym Kapturku” w jej życie wtargnął Jack London. Nic już nie było takie, jak dawniej. „Biały kieł” ją podbił, a wilcze losy zagarnęły. Na szczęście zostało miejsce dla „Szarej wilczycy” Jamesa Oliviera Curwooda. Grażyna uznała, że jest Kazanem, mieszańcem wilka i psa. Bo kto by chciał być czymkolwiek czystej krwi?

Sylwia za to zawsze chciała być dzika i romantyczna, jak z książki „Biegnąca z wilkami” Clarissy Pinkoli Estes. Niestety, jej dzieciństwo upłynęło na wychodzeniu z traumy po obejrzeniu „Akademii Pana Kleksa”. Tam stado czerwonookich wilków głosami zespołu TSA groziło, że „nas nie pokona nikt” (ten fragment wygląda dziś, jak marsz ONR i może przyprawić o nocne moczenie). Dzięki, panie Krzysztofie Gradowski, ż...