POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 42 (2727) z dnia 2009-10-17; s. 115

Ludzie i obyczaje

Adam Krzemiński

Pejzaże bezdomności

Rumuni zareagowali na wiadomość, że Herta Müller otrzymała Nagrodę Nobla podobnie jak my kiedyś na nagrodę dla „naszego Grassa”. Czyż niemieckojęzyczna pisarka urodzona w Rumunii nie jest także trochę pisarką rumuńską?

Co prawda rumuński nacjonalista Cristian Tudor Popescu z całym cynizmem szydzi, że właściwie na tego Nobla zapracował Ceausescu, bo tak długo dręczył kraj, a jego Securitate prześladowało Hertę Müller, że w końcu wyszedł z tego literacki Nobel. Niemniej krytyk Caius Dobrescu wyrąbał: to nauczka dla rumuńskich pisarzy, że sami nie uporali się z rumuńską przeszłością. Powinni z Herty brać przykład.

W Niemczech również reakcje są dwojakie. Najpierw było zdumienie i entuzjazm. Czyżby sprawdziła się przepowiednia Marcela Reich-Ranickiego, że po zjednoczeniu literatura niemiecka będzie potęgą światową? I tak, i nie.

To nie jest wielka pisarka – napisała „Süddeutsche Zeitung”. Ale musimy się wreszcie przyzwyczaić, ciągnął Thomas Steinfeld, że Akademia Szwedzka nie nagradza największych pisarzy, lecz konsekwentnie realizuje własną strategię wprowadzania do literatury światowej pewnych regionów i doświadczeń, które nie powinny być wypierane ze świadomości. Zarówno poprzez Doris Lessing, jak i Jean-Marie Le Clézio, a obecnie Hertę Müller – nagrodzono pisarzy integrują...