POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 42 (2727) z dnia 2009-10-17; s. 115

Ludzie i obyczaje

Adam Krzemiński

Pejzaże bezdomności

Rumuni zareagowali na wiadomość, że Herta Müller otrzymała Nagrodę Nobla podobnie jak my kiedyś na nagrodę dla „naszego Grassa”. Czyż niemieckojęzyczna pisarka urodzona w Rumunii nie jest także trochę pisarką rumuńską?

Co prawda rumuński nacjonalista Cristian Tudor Popescu z całym cynizmem szydzi, że właściwie na tego Nobla zapracował Ceausescu, bo tak długo dręczył kraj, a jego Securitate prześladowało Hertę Müller, że w końcu wyszedł z tego literacki Nobel. Niemniej krytyk Caius Dobrescu wyrąbał: to nauczka dla rumuńskich pisarzy, że sami nie uporali się z rumuńską przeszłością. Powinni z Herty brać przykład.

W Niemczech również reakcje są dwojakie. Najpierw było zdumienie i entuzjazm. Czyżby sprawdziła się przepowiednia Marcela Reich-Ranickiego, że po zjednoczeniu literatura niemiecka będzie potęgą światową? I tak, i nie.

To nie jest wielka pisarka – napisała „Süddeutsche Zeitung”. Ale musimy się wreszcie przyzwyczaić, ciągnął Thomas Steinfeld, że Akademia Szwedzka nie nagradza największych pisarzy, lecz konsekwentnie realizuje własną strategię wprowadzania do literatury światowej pewnych regionów i doświadczeń, które nie powinny być wypierane ze świadomości. Zarówno poprzez Doris Lessing, jak i Jean-Marie Le Clézio, a obecnie Hertę Müller – nagrodzono pisarzy integrujących różne regiony i mieszkańców „międzyświatów”.

Wszystkie powieści Herty Müller są związane z Banatem, niemieckojęzyczną enklawą w Rumunii. Wioska i doświadczenie dyktatury w czasach zimnej wojny, prześladowania na styku dwóch czy nawet trzech kultur: rumuńskiej, węgierskiej i niemieckiej są jej tematem. Jednak dla urodzonej w 1953 r. pisarki punktem odniesienia nie jest dawna habsburska Europa Środkowa, do której tęsknili Syörgy Konrád i Milan Kundera, lecz wojenny i powojenny los banackich chłopów. Jej dziadek był przed wojną zamożnym kupcem i rolnikiem. Po wojnie wywłaszczona rodzina żyła w biedzie. Ojciec Herty – w czasie wojny żołnierz Waffen SS – był kierowcą ciężarówki, a matka kilka lat spędziła w radzieckim gułagu.

Do piętnastego roku życia Herta mówiła wyłącznie po niemiecku. Potem jednak nauczyła się rumuńskiego i obok germanistyki studiowała też rumunistykę. Po studiach była tłumaczem w fabryce. Po dwóch latach została zwolniona, bo nie zgodziła się na współpracę z Securitate.

Pracując dorywczo jako nauczycielka i przedszkolanka związała się z Banacką wspólnotą – grupą niemieckojęzycznych pisarzy, prześladowaną przez rumuńską bezpiekę. „Niziny”, jej pierwsze opowiadania, ukazały się w 1982 r. w Rumunii pocięte przez cenzurę wywołując oburzenie działaczy mniejszości niemieckiej lojalnych wobec Ceausescu. Zaczęły się szykany, zastraszanie, terror psychiczny. W 1987 r. zezwolono jej na emigrację do Niemiec. Aby zdyskredytować niewygodną pisarkę, bezpieka rozpuszczała pogłoski, że jest agentką.

Wydanymi już w Niemczech – i znanymi w Polsce – powieściami „Lis już wtedy był myśliwym” (1992 r.), „Sercątko” (1994 r.) i „Dziś wolałabym siebie nie spotkać” (1997 r.) Herta Müller stworzyła trylogię o życiu w państwie kontroli totalnej, niszczącej najbliższe więzi między ludźmi. W esejach „Król kłania się i zabija”, „Głód i jedwab” demaskuje zarówno język totalitarnej jak i zachodniej nierzeczywistości. Jako poetka lubi swe wiersze układać ze słów powycinanych z gazety, by każde wyróżniało się inną grafiką. W swych wystąpieniach publicznych jest brutalna, w swej twórczości artystycznej twarda i subtelna zarazem.

Po emigracji do Niemiec prześladowania nie zakończyły się. Po uzyskaniu z trudem od rumuńskiego IPN wglądu w swe akta Herta Müller odpowiedziała w lipcu na łamach „Die Zeit” oszczercom esejem „Securitate wciąż na służbie”. Dowiodła, że jej akta już po 1989 r. tak przeczesano, by nie było śladu, kto konkretnie był winny prześladowania i dyskredytowania jej na Zachodzie. Ujawniła też, że agenci rumuńskiej bezpieki są mocno osadzeni w Republice Federalnej w ziomkostwie banackim, współpracując z niemieckimi tajnymi służbami i nawet dwadzieścia lat po upadku komunizmu mają wpływy w niemieckich mediach.

Niewykluczone, że ten esej przesądził o werdykcie Akademii Szwedzkiej. Niemniej krzywdzące byłoby dostrzeganie w tegorocznej nagrodzie wyłącznie motywów politycznych. Dowodem najnowsza powieść Herty Müller „Huśtawka oddechów” („Atemschaukel”), uznana za najlepszą niemiecką powieść tego roku. Jest to historia o głodzie, chłodzie i samotności w radzieckim łagrze, w którym w styczniu 1945 r. znalazł się rumuński Niemiec, chłopiec jeszcze. Niemieckie recenzje były entuzjastyczne, choć nie brakowało niedowiarków, czy pokolenie urodzone po wojnie jest w ogóle w stanie opisywać gułag. A tak właśnie postąpiła Herta Müller opierając się na notatkach z rozmów z nieżyjącym już poetą Oskarem Pastiorem.

Akademia swój werdykt uzasadniła tym, że Herta Mü...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]