POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 45 (2477) z dnia 2004-11-06; s. 116-121

Na własne oczy

Marta Sapała

Piekło lubi się przeprowadzać

Odkąd Maria, 37-letnia Tamilka z Jaffny, nauczyła się czytać tamilskie litery (a nauczyła się półtora roku temu, za namową szefa), codziennie sprawdza, co piszą w gazetach. Kiedy więc dowiaduje się z nich, że w centrum Kolombo, stolicy Sri Lanki, tamilska tygrysica wysadziła się w powietrze, oddycha z ulgą. Wraca z pracy do domu i oznajmia swojej matce: – Nie martw się, amma, wojna powinna wrócić.

Maria, gosposia w rezydencji wynajmowanej przez oenzetowską Komisję ds. Praw Człowieka (UNCHR) dla swych pracowników, a wieczorami barmanka w ich knajpie, najbardziej na świecie boi się, że kiedyś – być może – rokowania pokojowe pomiędzy Tygrysami Wyzwolicielami Tamilskiego Ilamu (LTTE) a syngaleskim rządem w Kolombo zakończą się sukcesem. Pani prezydent odpuści Tygrysom śmierć swojego ojca. Wybaczy im dziurę we własnej twarzy, paskudną pamiątkę po zamachu, w którym straciła oko. Tamilowie wreszcie dostaną swój Wolny Ilam, o który biją się z Syngalezami od 20 lat z górą – może nie całkowicie niepodległy, ale przynajmniej autonomiczny. (Konflikt ma podłoże głównie etniczne; Tamilowie czują się dyskryminowani przez większość syngaleską).

Wtedy nie będzie już min, zasieków, posterunków na drodze z Kolombo do Jaffny, a UNCHR, UNICEF i Czerwony Krzyż zredukują swoje placówki. Odwołają ludzi w Jaffnie, wyślą ich gdzie indziej: Czeczenia, Nepal, Sudan. Piekło wszak lubi się przeprowadzać.

I co wówczas zrobi ze sobą Maria, najlepsza (tak ...