POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 27 (3117) z dnia 2017-07-05; s. 26-28

Społeczeństwo

Alicja KarasińskaAleksandra Żelazińska

Piękna robota

Tu się wytnie, tam się wstrzyknie. Polacy coraz częściej poprawiają sobie wygląd igłą i skalpelem. A gabinetów chirurgii estetycznej przybywa tak szybko jak przypadków powikłań i nieprawidłowo wykonanych zabiegów.

Miał być ślub, a był pogrzeb. Tak rodzime tabloidy podsumowały głośną historię 34-letniej Anny. Młoda kobieta zgłosiła się do jednej z prywatnych klinik w Częstochowie na zabieg odsysania tłuszczu z nadbrzusza, a następnie – w ramach tej samej medycznej procedury – wycięcia fałdu skóry, pod którym tłuszcz się umiejscowił. Pacjentka zmarła dzień później wskutek powikłań. Bezpośrednią przyczyną śmierci był najpewniej zator płucny.

Gabinety chirurgii plastycznej otwierane są coraz częściej w mieszkaniach o niewielkim metrażu i wpisują się trwale w osiedlowy krajobraz, tak jak siłownia, kwiaciarnia czy sklep z tanią odzieżą. Ot, jeden z bloków w Warszawie: na parterze sklep spożywczy, a na piętrze osobliwa strefa piękna. Po sąsiedzku fryzjer, kosmetyczka i gabinet medycyny estetycznej. Co rano łańcuszek eleganckich aut wjeżdża dyskretnie, jeden za drugim, do podziemnego parkingu. Eleganckie panie – bo to głównie kobiety – pospiesznie przemykają do wind. Za kamuflaż służą im duże, ciemne okulary. Z dystansu nie widać więc ani botoksu „na blachę”, ani ust „na glonojada”, ani policzków „na piłę”. Ale one tam są. Pacjentki, przyłapane przez mieszkańców i zakłopotane, zwykle udają, że trafiły tu przypadkiem albo że idą do fryzjera. Potem w śmietnikach, wspólnych dla mieszkańców, pacjentów i lekarzy, lądują przyrządy i tkanki. – Medycyna estetyczna wymknęła się spod kontroli – komentuje chirurg plastyczny dr Andrzej Sankowski. I ostrzega: – Takich przypadków jak śmierć 34-letniej Anny będzie w Polsce coraz więcej.

I nic dziwnego. Branża estetyczna znacząco w Polsce spuchła i puchnie w dalszym ciągu, bo to wyjątkowo opłacalny biznes. Gwarantem jakości jest zwykle – ale nie zawsze – stojący za przedsięwzięciem „doktor nauk medycznych z wieloletnim doświadczeniem”, ze ścianą dyplomów za plecami. Chirurgia plastyczna to nie tylko praca, to nasza pasja – powiadają ludzie z branży. Piękno – tłumaczą – to kwestia odpowiednich proporcji. Jeśli proporcje są zaburzone, to trzeba je tu i ówdzie wyrównać. Albo tak: istnieją dwa rodzaje piękna, to dane od Stwórcy i to wypracowane przez człowieka. „Przynajmniej jedno z nich jest dla nas osiągalne” – wieńczy wypowiedź jeden z lekarzy. Czasem strach pomyśleć które.

Nowy człowiek

W 2016 r. roku wartość rynku medycyny estetycznej przekroczyła na świecie 8,5 mld euro. Najchętniej z usług specjalistów od urody wciąż korzystają Amerykanie, ale i polski rynek galopująco przyspiesza, niemal dwukrotnie przewyższając średnią globalną. W ubiegłym roku jego wartość wzrosła o 15 proc. (jest wart w sumie już ponad 250 mln zł), podczas gdy średnia światowa wynosi stabilne 8 proc. W małych i dużych miastach salony do poprawiania urody wyrastają jak grzyby po deszczu. Tylko na warszawskim Ursynowie jest ich koło 200 (więcej np. niż aptek i innych miejsc pierwszej potrzeby). W całym Krakowie podobne usługi świadczy ponad tysiąc gabinetów. We Wrocławiu skomplikowane, inwazyjne operacje przeprowadza się w 30 różnych placówkach. W zasadzie od ręki.

Pojęciem węższym jest „chirurgia plastyczna”, której można dopisać dwie podstawowe specjalności: rekonstrukcyjną i estetyczną. W pierwszym przypadku poprawia się to, co zostało uszkodzone wskutek choroby, wypadku czy urazu, w konsekwencji zaś utrudnia normalne funkcjonowanie, a często też wpędza w dyskomfort. W przypadku drugim poprawia się to, co się nam nie podoba, co nam w sobie przeszkadza i co uruchamia kompleksy. Pojęciem szerszym od „chirurgii” jest „medycyna estetyczna”: rozbijanie tłuszczu za pomocą urządzeń emitujących ultradźwięki, podgrzewających, mrożących itd., zmiana owalu twarzy, kształtu biustu, pośladków czy kształtu sylwetki podobnymi metodami. Wiele urządzeń stosowanych w tym segmencie to dosłowne kopie maszyn wymyślonych na potrzeby rehabilitacji. Impulsy elektryczne w tym wypadku ćwiczą nie uszkodzone mięśnie, ale kształt pośladków.

Chirurgia rekonstrukcyjna do niedawna w społecznym odbiorze uchodziła za przykrą konieczność, „medycyna estetyczna” – za kaprys wyższych sfer. Dziś próbuje się nas przekonywać – głównie w programach telewizyjnych i mediach – że są równoważne i w pewnym sensie tak samo obowiązkowe. O „medycynie estetycznej” mówi się, że „niweluje skutki przedwczesnego starzenia”, nikt jednak nie precyzuje, czym to „przedwczesne starzenie” w istocie jest, jaki moment w życiu je wyznacza, czym się objawia. Pierwszym siwym włosem? Pierwszą zmarszczką? Z biologicznego punktu widzenia starzejemy się już od urodzenia.

Zaglądając do ofert i cenników, nadziwić się nie można, ile jest w człowieku do poprawy, wymiany czy korekty. Na przykład twarz może się Stwórcy nie udać na minimum kilkanaście sposobów. W podstawowej ofercie: lifting (twarzy, szyi lub czoła; koszt każ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]