POLITYKA

Czwartek, 17 stycznia 2019

Polityka - nr 51 (2329) z dnia 2001-12-22; s. 16-17

Wydarzenia

Piotr Pytlakowski

Piękne mocne raporty

Klewki wyrosły na stolicę terroryzmu

Talibowie spadli na Klewki z zaskoczenia. Kiedy dokładnie, tego ludność nie wie. Ilu tych talibów, też nie wiadomo. Podobno przylecieli helikopterem, ale w to miejscowi wątpią. Na pewno, jak upiera się jeden z tubylców, do Klewek przybył samotny talib. Przyjechał małym Fiatem, w którym zmieścił cały swój dobytek i dwa psy. Ów gość, dzisiaj to już powszechnie znane, zwał się Gasiński.

Bogdan Gasiński, zanim dostarczył Andrzejowi Lepperowi niezbitych dowodów świadczących o skorumpowaniu pięciu polityków oraz o polskim wątku ataku na Nowy Jork, zatrudnił się w Klewkach jako zootechnik. – Ja go przyjmowałem do pracy – przyznaje Jerzy Nagraba, zarządca gospodarstw rolnych na Warmii i Mazurach należących do firmy Inter Commerce. – Sprawiał poważne wrażenie, człowiek osadzony w realiach, skromny, wyciszony i rzeczowy.

Skromny człowiek oświadczył, że jest zootechnikiem i pan Nagraba natychmiast mu uwierzył. Co prawda Gasiński nie miał dyplomu ukończenia wyższych studiów, ale twierdził, że zaliczył technikum rolnicze i aktualnie studiuje zaocznie. Na jakim kierunku i gdzie, tego Nagraba nie jest pewien. – Wydaje mi się, że wspominał o weterynarii – mówi. Jakby nie było, we wrześniu 1999 r. Gasiński został najęty jako kierownik gospodarstwa rolnego w Klewkach – 1 tys. ha, kilkaset krów mlecznych i 12 osób załogi. Firma wyposażyła nowego kierownika w pokój służbowy, samochód terenowy Daewoo Musso, laptopa, telefon komórkowy i&...

Świadkowie Leppera

Do Andrzeja Leppera jak do sekty zawsze lgnął pewien typ ludzi. Bogdan Gasiński, hochsztapler z Klewek, nie stanowi więc wyjątku. Wcześniej przy boku szefa Samoobrony widywano m.in. Leszka Bubla, czołowego przedstawiciela grupy tzw. prawdziwych Polaków, oskarżanego przez kilka prokuratur o oszustwa. Bubel, jak twierdzą osoby z ówczesnego otoczenia Leppera, miał na wodza duży wpływ, podsuwał mu pomysły na polityczne decyzje. – To Leszek Bubel sprowadził do Samoobrony mecenasa Dzido, dzisiejszego senatora – przypomina były działacz tej organizacji. – Bubel opłacał wówczas koszty obrony Leppera przed sądami. Z Lepperem widywano też Andrzeja Pastwę, tego samego, który założył kiedyś fałszywy komitet zbierający pieniądze na kampanię prezydencką Lecha Wałęsy. Pastwa wywiódł wtedy w pole nawet komendanta warszawskiej policji Arnolda Superczyńskiego – wyłudził od niego „koguta” na samochód. Kiedy rzecz się wydała, Superczyńskiego zdymisjonowano, a Pastwa ukrył się bodajże w Rosji. Po powrocie został aresztowany i skazany za oszustwa. Kiedy odzyskał wolność, postanowił pomóc wodzowi Samoobrony. – Żalił mi się później – opowiada były współpracownik Leppera – że szef był cwańszy nawet od niego. Razem jeździli po kraju i, jak to nazywał Pastwa, pozyskiwali pieniądze. I o te pieniądze potem się pokłócili, Lepper odsunął Pastwę. Inny były członek władz Samoobrony twierdzi, że Pastwa był, jak to się mówi, uciążliwy, domagał się sprawiedliwego podziału gotówki. – Wyciszył się dopiero, jak gdzieś pod Zamościem dopadli go jacyś goście i tak pobili, że trafił do szpitala.

Tenże Andrzej Pastwa kilka tygodni temu poinformował reportera „Polityki”, że posiada nagraną na magnetofon rozmowę Leppera ze Stanisławem Łyżwińskim, dzisiejszym posłem Samoobrony. Twierdził, że na kasecie zarejestrował, jak obaj panowie dogadywali się w sprawie załatwienia niejakiego B., ówczesnego wspólnika Łyżwińskiego. – Chodziło o usunięcie tego człowieka – podkreślał Pastwa. Dokładnie określał datę i miejsce nagrania. Używając chwytu mistrza Leppera można więc zadać mu pytanie: czy to prawda, że 28 kwietnia 2001 r. na stacji benzynowej w Ostródzie razem z panem Ł. planował załatwienie niejakiego B.? Ostatnio Pastwa znów telefonował, tym razem z informacją, że w obawie przed grożącą mu zemstą ukrywa się za granicą.

Jeszcze raz za mistrzem Lepperem możemy zapytać, ile jest prawdy w opowieściach byłych działaczy Samoobrony. – Lepper był prowadzony przez służby specjalne. – Jaki był cel? To przecież jasne, miał katalizować złe nastroje na polskiej wsi. Tworzyć ślepy kanał dla odruchów buntu społecznego. W zamian zapewniano mu bezkarność.

Piotr Trznadel, były szef Samoobrony w Wielkopolsce, twierdzi, że kiedy w grudniu 1996 r. padł ofiarą zamachu dokonanego na zlecenie Leppera, doniósł o tym fakcie do prokuratury. Sprawie nie nadano jednak biegu. – Wezwano mnie natomiast do pilskiej siedziby UOP – wspomina. – Tam przez 3,5 godz. spisywano i nagrywano moje zeznania o kryminalnych przestępstwach Leppera. Na koniec kazali mi podpisać protokół, gdzie stało jak wół, że o wszystkim co tu opowiedziałem mam milczeć, bo inaczej będę odpowiadał za złamanie tajemnicy państwowej. Przez kilka lat milczał, teraz jednak postanowił fakty ujawnić. Ponownie złożył w prokuraturze doniesienie na Leppera, czeka na odpowiedź. – Lepperem sterowano, ale w sposób ograniczony – uważa były działacz związku. – On jest kuty na cztery nogi, więc na koniec zawsze im się wymykał, sam sterował służbami.

Jednym z najbliższych współpracowników Leppera jest teraz Janusz Maksymiuk, były szef Kółek Rolniczych, dawniej działacz PZPR i poseł SLD. Według naszego rozmówcy Maksymiuka oddelegowano do opieki nad Lepperem. – Miał go ucywilizować, wprowadzić na salony polityczne i zapewnić ze strony Samoobrony poparcie dla SLD. Początkowo to się nawet udawało. Ale Lepper znów urwał się ze smyczy.

Świadczą o tym ostatnie wydarzenia. Ale niech nikogo nie zwiodą szaleńcze poczynania Andrzeja Leppera, oskarżenia miotane wobec czołowych polityków, doniesienia do ambasady amerykańskiej – wszystko na podstawie rzekomych dowodów dostarczonych przez oszusta Bogdana Gasińskiego. Lepper, to pewne, wszystko dobrze przemyślał. To nic, że w oczach elit skompromitował się po raz kolejny. To bez znaczenia, że wielu twierdzi, iż wódz Samoobrony po prostu zwariował – takie opinie mogą się zresztą przydać, „wariackie papiery” pomagają przed sądem. Za to wyborcy z tzw. gorszej Polski, bezrobotni, handlarze z targowisk, byli pegeerowcy – oni wciąż Andrzejowi Lepperowi wierzą.