POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 19 (2906) z dnia 2013-05-08; s. 16-18

Temat tygodnia

Marcin Piątek

Piękności nocy

Robert Lewandowski, lat 24, w ciągu jednego wieczoru, strzelając cztery bramki Realowi Madryt, stał się prawdopodobnie najbardziej znanym Polakiem na świecie. W globalnym panteonie sławy zajął miejsce obok, starszego o pokolenie, Zbigniewa Bońka. Zibi i Lewy to jednak dwie różne historie.

Nic nie szkodzi, że w następnych ważnych meczach Lewandowski grał gorzej, nie strzelił Bayernowi karnego, że jego Borussia pewnie przegra wielki finał Ligi Mistrzów. Lewy przeszedł już do legendy futbolu; kojarzą go setki milionów kibiców w Europie, Afryce, Ameryce Łacińskiej – wszędzie tam, gdzie piłka i piłkarze są obiektami kultu. Tyle szumu wokół polskiego piłkarza nie było od 30 lat, gdy w 1982 r. Boniek przeszedł z Widzewa Łódź do Juventusu Turyn. Wtedy do gabinetu prezesa Widzewa Ludwika Sobolewskiego ustawiały się w kolejce delegacje czołowych europejskich klubów, ale wszystkich przebił szef Juve i Fiata Gianni Agnelli – mający tradycyjnie dobre kontakty z władzami PRL. Klub zapłacił za Bońka zawrotną jak na tamte czasy, nie tylko w polskim futbolu, kwotę 1,8 mln dol. To było w maju 1982 r., tuż przed mundialem w Hiszpanii, po którym cena za Bońka, wodzireja polskiej reprezentacji, trzeciej drużyny turnieju, jeszcze wzrosła. Ale wtedy mistrzostwa świata nie były traktowane przez piłkarzy jak okno promocyjne – transfery załatwiało się głównie przed ...