POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 19 (3109) z dnia 2017-05-10; s. 48-49

Rynek

Cezary Kowanda

Pieniądz bez adresu

Im gorzej w gospodarce, tym lepiej dla bit­coina. Najsłynniejsza wirtualna waluta to obiekt pożądania zwłaszcza w krajach pogrążonych w kryzysie. Trzeba tylko uważać na internetowych złodziei.

Upadek wenezuelskiej gospodarki ma dziś różne konsekwencje. Jedną z nich jest popularność wirtualnej waluty bitcoin, która dla wielu Wenezuelczyków okazuje się ostatnią deską ratunku. Narodowy pieniądz, boliwar, z powodu hiperinflacji stał się zupełnie bezwartościowy. W tym roku ceny w Wenezueli mają wzrosnąć o 1600 proc.! Dolary można kupić tylko nielegalnie, na czarnym rynku, zresztą po zaporowym kursie. Nic dziwnego, że w internecie wielu Wenezuelczyków próbuje kupić bitcoiny.

Niektórzy idą zresztą o krok dalej. Poprzez specjalne oprogramowanie starają się bitcoiny zarabiać, udostępniając systemowi obsługującemu kryptowalutę moc obliczeniową swoich komputerów. Wykorzystują fakt, że chociaż socjalistyczna Wenezuela przeżywa gigantyczny kryzys, to prąd jest tam wciąż bardzo tani. Ich komputery mogą więc pracować na okrągło. Z kolei wenezuelska policja coraz częściej aresztuje takich ludzi, oskarżając ich o... kradzież prądu. To poważne przestępstwo w kraju, gdzie energia może i niewiele kosztuje, ale jej przestarzałą i niewydolną sieć dystrybucji trapią nieustanne awarie.

Fenomen bitcoina w Wenezueli pokazuje, czym się dzisiaj stał – awaryjnym wyjściem z wszelkiego rodzaju kryzysów, obostrzeń finansowych i ...