POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 16 (2701) z dnia 2009-04-18; s. 61-63

Kultura

Michał Witkowski

Piersi harpii

Wystawa dzieł Jacka Malczewskiego w Muzeum Narodowym w Krakowie groziła sztampą. A jednak wyszło zaskakująco ciekawie i inspirująco, głównie dzięki osadzeniu w roli głównej... samego artysty.

Rubens malował autoportrety przez całe życie; ukazujące upływ czasu, niedołężność, smutek starości. Ale należał raczej do wyjątków. Aż po XX w. twórcy zazwyczaj chowali się skromnie za swym dziełem, a jeżeli już zza niego wyglądali, to mając ku temu wyraźne przyczyny. Jak Vincent van Gogh malujący siebie z obciętym uchem, Arnold Bocklin przedstawiający się ze śmiercią czy Frederick Leighton składający w ten sposób hołd klasycyzmowi.

Pod tym względem Jacek Malczewski zdecydowanie wyróżniał się na tle swojej i poprzednich epok, bardziej będąc wzorem dla Witolda Gombrowicza z jego słynnym „Poniedziałek – Ja, wtorek – Ja... itd” aniżeli naśladując własnego mistrza Jana Matejkę z jego przekonaniem, że artysta winien w całości poświęcić się publicznej sprawie. Zaś to przeszczepianie samego siebie do sztuki miało u niego dwie, dość wyraźnie następujące po sobie, fazy.

Do końca XIX w. przypominał Malczewski Juliusza Słowackiego i Stanisława Przybyszewskiego w jednej ...