POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 46 (2680) z dnia 2008-11-15; s. 8-10

Mieczysław F. Rakowski 1926–2008

Jerzy BaczyńskiMariusz JanickiWiesław Władyka

Pierwszy i ostatni

Współpracownicy go lubili, choć bywał przykry i potrafił się wściec. Kobiety go kochały. Przeciwnicy polityczni nienawidzili z całej duszy. Chociaż nie wszyscy i nie zawsze. Z przeciwnikami też potrafił się dogadywać. Umiał wymanewrować pryncypialnych towarzyszy, gdy próbowali zniszczyć jego samego i jego ukochane dziecko – „Politykę”. Zrobił wiele, by porozumieć się z Solidarnością, zarówno wtedy, gdy w styczniu 1981 r. pisał artykuł „Szanować partnera”, jak i wtedy, gdy między innymi jego determinacja doprowadziła do porozumień Okrągłego Stołu. Jako polityk, a w PRL doszedł na tej drodze do najwyższych stanowisk, premiera i szefa PZPR, pewnie już zawsze będzie kontrowersyjnie oceniany. My pamiętamy go po swojemu.

Pośród peerelowskich redaktorów naczelnych wyróżniał się nie tylko dziennikarskimi talentami, ale również wyglądem (znakomity profil, co widać na starych zdjęciach) i stylem bycia. Dbał nie tylko o modne fryzury (co dało asumpt Leopoldowi Tyrmandowi do złośliwego pamfletu), ale i formę fizyczną. Kiedy tylko pozwalał na to czas, codziennie bywał na basenie. Podobno marzeniem wielu snobów było znaleźć się o tej samej porannej porze na pływalni. „Pływałem wczoraj z Mietkiem” – mogli się potem pochwalić.

Sam Rakowski też był snobem, ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Jak by powiedział socjolog, syn wielkopolskiego chłopa awansował także poprzez kulturę. Imponowało mu przebywanie wśród ludzi sztuki, więc nie ma w tym przypadku, że jego pierwsza żona była skrzypaczką, druga zaś (i ostatnia) aktorką. Widywany był na premierach teatralnych, także wówczas, kiedy został prominentnym politykiem. Kiedy w 1988 r. wybrał się do warszawskiego Teatru Powszechnego na sztukę Vaclava Havla, zakazanego wówczas jeszcze w Czechosłowacji, zostało to odebrane jako demonstracja polityczna.

Jedną z&...

Od Redaktora Naczelnego

Jerzy Baczyński

Przyszedłem do POLITYKI kilka lat po tym, kiedy Mieczysław F. Rakowski opuścił gazetę. On pozostawił w POLITYCE legendę człowieka, który potrafił stworzyć w niesprzyjających warunkach najbardziej liberalną gazetę w bloku wschodnim i zgromadzić w niej najlepsze polskie pióra. Już jako dziennikarz POLITYKI w latach 80. bardzo doceniałem fakt, że MFR, jak go wtedy nazywaliśmy, nie wpływał na gazetę, choć mógł to robić rozmaitymi metodami. Pozostawił ludziom POLITYKI pełną autonomię i ułatwił budowanie pisma, które przestało być politycznie zaangażowane jak za jego czasów. A nie przestało starać się o radykalne zmiany polskiego życia. Z Mieczysławem Rakowskim bliżej zetknąłem się przy okazji 50-lecia POLITYKI w 2007 r. Później dość regularnie utrzymywałem z nim kontakt. Obserwowałem, jak walczył z wyniszczającą chorobą i nie opuszczał go optymizm i siła życia.

Rakowski był redaktorem polityki przez prawie ćwierć wieku, dziś patrzę na niego wyłącznie jako na jednego ze swoich wybitnych poprzedników. Przez całe lata politycznie się z Rakowskim nie zgadzałem, ale teraz myślę, że był po prostu realistą w swoich czasach i nie wierzył, że możliwa jest zasadnicza zmiana ustroju. Chciał razem ze swoją gazetą robić to, co się dało, by życie w Polsce było bardziej znośne i racjonalne.

Był jak całe jego pokolenie ukształtowany przez Październik ’56 r. i myślę, że do końca życia nie stracił wiary w szlachetną wizję socjalizmu z ludzką twarzą i pogodzonego z rynkiem. Nie mógł przewidzieć, że w Polsce zdarzy się polityczny cud, jakim były narodziny Solidarności, potem rozpad Związku Radzieckiego i Okrągły Stół. Dopóki miał wpływ na polską politykę, robił wszystko, by przygotować przejście Polski do wolności.

Jerzy Baczyński