POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 25 (2355) z dnia 2002-06-22; s. 20-22

Mundial

Wojciech Markiewicz

Piłka można

Kto zarobił i kto stracił na futbolu

Kiedy reprezentacja Polski w piłce kopanej odpadła z dalszej gry w mistrzostwach świata, piłkarzom i trenerom wytykano, że skoro przed mundialem zarobili swoje, to w Korei nie chciało się im już grać. Tymczasem te kilka milionów dolarów dla całej naszej ekipy to ledwie drobina wobec tego, czym obraca biznes zwany piłką nożną podczas wydarzenia marketingowego, jakim jest mundial.

64 mecze poprzednich mistrzostw świata we Francji w 1998 r. oglądało w sumie 33 mld ludzi, z czego 1 mld widzów mecz finałowy. W tym roku liczby te niewiele się zmienią. Przed tą największą widownią na świecie globalne firmy chcą, wręcz muszą się pokazać. W kraju takim jak Polska ten obowiązek spada na lokalnych potentatów. Głównym sponsorem polskiej drużyny jest Era GSM, która wyda na ten cel od 6 do 12 mln zł. „Od–do”, gdyż jest to w Polsce „tajemnica handlowa”.

Gdzie są bilety?

Tajemnicą nie są wydatki organizatorów. Japonia i Korea zainwestowały w mundial ponad 8 mld dol., m.in. w budowę i modernizację 16 stadionów. Samo zorganizowanie kilku zespołów cheerleaderek kosztowało Koreę 800 tys. dol. Tymczasem podczas transmisji meczu inauguracyjnego między Senegalem i Francją (1:0) można było zobaczyć na stadionie tysiące wolnych miejsc. Organizatorzy obwiniają o to wybraną przez FIFA agencję Byrom. Miała ona, za pomocą Internetu, sprzedać 1,5 mln z puli 3,2 mln biletów na mecze mundialowe. Jednak na kilka dni przed mistrzostwami ...