POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 21 (2402) z dnia 2003-05-24; s. 100-102

Społeczeństwo / Obyczaje / Muzyka do obrączki

Mirosław PęczakAnna Grużewska

Piłowanie Mendelssohn

Co się u nas gra na ślubach? Niekoniecznie Mendelssohna i Schuberta, czasem rzeczy odbiegające od tej tradycji, niekiedy zupełnie nietypowe, ale prawie zawsze zgodne z dominującym gustem, który zakłada, że wybrany utwór musi być wzniosły i romantyczny.

Przyjęty w Polsce kanon utworów towarzyszących ślubom pozostaje nader skromny: Najbardziej wszystkim znany jest „Marsz weselny” z uwertury do „Snu nocy letniej” Feliksa Mendelssohna-Bartholdy’ego. Równie popularna wydaje się „Ave Maria” Franciszka Schuberta, niewiele jej ustępuje „Ave Maria” – przeróbka preludium Jana Sebastiana Bacha, dokonana przez Charlesa Gounoda. Często grywany przy ślubnych okazjach (zwłaszcza w krajach anglosaskich) „Marsz weselny” Ryszarda Wagnera z opery „Lohengrin” u nas zdarza się rzadko, podobnie jak wielkiej urody pieśń „Panis Angelicus” Césara Francka.

Kwartet plus Cyganie

W Warszawie Marsz Mendelssohna grywa się na zakończenie ceremonii, natomiast w Krakowie na wejście nowożeńców. W stolicy najczęściej młodą parę wita wiązanka marszów lub melodii, które – jak to określa Jacek Kazimierczak z największego w Warszawie USC przy placu Zamkowym – raczej ładnie brzmią. Są to z reguły standardy klasyki i wersje elektroniczne znanych przebojów. Coraz rzadziej odtwarza się je z ...

Repertuar na organy

Jerzy Dziubiński, organista i kierownik muzyczny w kościele ewangelicko-augsburskim św. Trójcy w Warszawie, adiunkt Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina:
Przez pewien czas byłem organistą w jednym z kościołów w Genewie i tam była reguła, że młodzi przychodzili ustalić program na całą uroczystość ślubu. W Polsce takie przypadki zdarzają się niezmiernie rzadko. Głównie proszony jestem o Marsza Mendelssohna i „Ave Maria”. Ale zdarzają się też życzenia, które wymagałyby orkiestry, chóru i kwartetu wokalnego. Do ciekawszych należą próby zamówienia V Symfonii Beethovena, „Alleluja” Haendla, „Czterech pór roku” Vivaldiego czy „Ody do radości” Beethovena. Z innego typu muzyki pojawiło się zamówienie różnych kompozycji Beatlesów i muzyki z filmu „Misja” Ennia Morricone. Gdy nikt do mnie nie przychodzi, gram coś z moich ulubionych utworów. Należą do nich na przykład Toccata d-mol, preludia i chorały Bacha, także coś z Dietricha Buxtehudego, Françoisa Couperina, Césara Francka. Gram także Mozarta i niektóre fragmenty z Mendelssohna. Z polskich kompozytorów August Freyer i Mieczysław Surzyński. Mówiąc krótko, na organach najlepiej brzmią utwory pisane na organy. Największy problem jest wtedy, gdy proszą mnie o wspólną grę na przykład z trębaczem orkiestry podwórkowej lub o akompaniowanie pani, która swe największe sukcesy wokalne osiągnęła pół wieku temu w chórze parafialnym. Ale trzeba poradzić sobie i z takimi sytuacjami...