POLITYKA

Niedziela, 17 grudnia 2017

Polityka - nr 30 (3120) z dnia 2017-07-26; s. 7

Ludzie i wydarzenia / Kraj

Grzegorz Rzeczkowski

PiS zabiera, PiS nie oddaje

Nawet w państwie PiS sytuacja, gdy ważna instytucja zabiera swym byłym pracownikom prywatne rzeczy, a potem nie chce ich oddać, mocno odbiega od normy. Szczególnie gdy tą instytucją jest wojskowy kontrwywiad.

Lista jest całkiem długa, sami zainteresowani pamiętają, że sądowe pozwy obejmują kilkanaście punktów. Są telefony komórkowe, laptopy, tablety, pistolet Glock, okulary, ale też złote spinki do koszuli, obrączka z białego złota, a nawet pierścionek zaręczynowy i klucze do mieszkania. Sprawa to podręcznikowy przykład zastosowania przez ludzi PiS strategii: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”.

Zwrot na raty. Rzeczy należą do dwójki oficerów Służby Kontrwywiadu Wojskowego – mjr Magdaleny E. oraz płk. Krzysztofa Duszy. Przed warszawskim sądem rejonowym właśnie ruszył proces z powództwa mjr E. o zwrot tych przedmiotów lub ich pieniężnego ekwiwalentu. Wartość rzeczy, których zwrotu domagają się oficerowie, sięga 10 tys. zł.

Oboje znaleźli się wśród wyrzuconych ze służby funkcjonariuszy SKW po wyborach w 2015 r., gdy kierownicze stanowiska zajęli w niej ludzie Antoniego Macierewicza, z obecnym szefem tej służby Piotrem Bączkiem na czele. Ich losy opisywała POLITYKA (14). Wspomnijmy tylko, że zwolnienia odbywały się w okolicznościach budzących poważne wątpliwości. Płk Dusza jako szef Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO został wydalony ze służby po bezprecedensowym nocnym najeździe ludzi Macierewicza na CEK. Podobnie mjr E. Przeciwko obojgu wszczęto postępowanie dyscyplinarne, które bardziej wyglądało na zemstę i próbę zastraszenia. W obu przypadkach sprawy zakończyły się degradacjami – mjr E. do stopnia kapitana, a płk. Duszy – co było wydarzeniem bez precedensu – do stopnia szeregowca. Oboje wywalczyli przed sądami uchylenie tych decyzji (na razie nieprawomocnie, SKW odwołała się od wyroków).

Oboje wielokrotnie – pisemnie oraz ustnie przez swego pełnomocnika – zwracali się do SKW o wydanie rzeczy, które podczas nalotu na CEK zostały zabrane z zajmowanych przez nich pokoi. Częściowo skutecznie, bo niektóre służba zwróciła na początku 2016 r. Ale potem, mimo wielu próśb i ponagleń, zapadła cisza.

Generał wygrywa. Gen. Piotr Pytel, mianowany jeszcze za rządów PO, a odwołany przez Antoniego Macierewicza szef SKW, też nie mógł się doczekać zwrotu niektórych rzeczy prywatnych (tablet i kurtka zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach) zajętych podczas wejścia do CEK. Złożył pozew do sądu, ale – jak mówi POLITYCE – bardziej niż na odzyskaniu własności jemu i jego byłym podwładnym zależało na tym, by sprawiedliwości stało się zadość. A najbardziej zabolało go to, jak potraktowano rzeczy, które miały dla niego ważne znaczenie symboliczne, czyli generalski mundur i szablę, którą dostał od prezydenta Bronisława Komorowskiego, gdy odbierał nominację na generała. – Elegancka skrzynia, w której była zamknięta szabla, miała wyrwane okucia. A wystarczyło użyć trochę inteligencji na poziomie szympansa, by ją otworzyć, a nie wyrywać okucia obcęgami – opowiada gen. Pytel. – Mój mundur, na którym naszyte jest w dwóch miejscach polskie godło, wrzucony był na dno kartonowego pudła i przygnieciony pięciokilogramowymi krążkami do sztangielek.

Generał i tak miał więcej szczęścia niż dwójka jego podwładnych, bo sprawa szybciej trafiła na wokandę. W marcu tego roku sąd orzekł niecałe tysiąc złotych za odebrane rzeczy plus drugie tyle jako zwrot kosztów sądowych. Co ciekawe, SKW konsekwentnie twierdziła, że żadnego czytnika generałowi nie zabrała. Sąd jednak przyznał rację Pytlowi, któremu m.in. dzięki zeznaniom świadków udało się udowodnić, że jednak było inaczej. SKW odwołała się od wyroku, sprawa czeka na wyznaczenie terminu w drugiej instancji.

Gen. Pytel zarzuca szefostwu SKW, że wchodząc do pomieszczeń CEK bez udziału ich użytkowników i zajmując je wraz z rzeczami, naruszyła prawo. Jak mówi, SKW chcąc „na szybko”, ale legalnie wejść do pomieszczeń CEK w sytuacji, gdy podejrzewała, że przechowywane są tam bezprawnie tajne dokumenty, nie mogła tego zrobić sama ani poprzez Żandarmerię Wojskową, ale powinna była wezwać Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (sama SKW nie ma uprawnień procesowych, czyli umożliwiających dokonanie przeszukania i zabezpieczenia przedmiotów ewentualnie ujawnionych podczas przeszukania). W dodatku powinna mieć wiarygodną informację, że w CEK dochodzi do złamania ustawy o ochronie informacji niejawnych. Jeśli nie miała, powinna zawiadomić prokuraturę, która dopiero wyznacza instytucję do wejścia i dokonania czynności przeszukania i zabezpieczenia rzeczy. Powinien być do tego wezwany użytkownik pomieszczeń. – Nie tylko, że tego nie zrobili, to jeszcze np. bezprawnie poddali badaniu zawartość mojego prywatnego komputera. Ludzie Macierewicza działali zupełnie pozaustawowo, na dziko. Jakby strażak, który ma prawo wejść do mieszkania podczas pożaru, wszedł do domu, gdy się nie paliło, i wyniósł pół jego zawartoś...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]