POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 43 (2779) z dnia 2010-10-23; s. 38-43

Raport

Bianka Mikołajewska

Plaga plagiatów

Ujawnienie plagiatu w świecie nauki to najczęściej efekt przypadku i poczucia bezkarności czy wręcz bezczelności plagiatora. Wpadają nieliczni, a kary są prawie żadne. System studiów i awansu naukowego zachęca do oszustwa.

Krótko po obronie pracy doktorskiej na Uniwersytecie Szczecińskim dr Artur Korneluk zaproponował dyrektorowi Wojewódzkiego Urzędu Pracy jej wydanie. Doktorat zawierał analizę wpływu struktury gospodarki w woj. szczecińskim na poziom bezrobocia w regionie w pierwszej połowie lat 90. Być może ówczesny szef WUP Ryszard Czyszkiewicz wydałby publikację, gdyby nie to, że rozpoznał w niej sporą część własnego doktoratu.

W ubiegłym roku internautka Sylwia w komentarzu pod artykułem Jakuba B., prezesa znanej krakowskiej fundacji, zasugerowała, że jest to plagiat tekstu prof. Aldony Kameli-Sowińskiej, byłej minister skarbu, wówczas rektor Wyższej Szkoły Handlu i Rachunkowości w Poznaniu. „Co z tą etyką?” – pytała Sylwia, bo chodziło o wstęp do książki o etyce biznesu wydanej pod redakcją Kameli-Sowińskiej w 2007 r. Jakub B. bez trudu dowiódł, że to znana profesor popełniła plagiat – jego tekst powstał w 2003 r.

S., pielęgniarka z wieloletnim stażem, przeglądała w księgarni świeżo wydaną książkę dr hab. Graż...

Gdzie jest autor?

Zgodnie z ustawą o prawie autorskim plagiat popełnia ten, „kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu”. Grozi za to kara do trzech lat pozbawienia wolności. Nie popełnia plagiatu ten, kto cytuje fragmenty publikacji innych autorów, powołując się na źródło. Ale cytowanie musi być uzasadnione „wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości”. W przeciwnym razie – cytujący łamie prawo autorskie.

– Prawo nie określa, od jakiej objętości zapożyczonego tekstu możemy mówić o plagiacie. Może więc zostać za niego uznane nawet przypisanie sobie jednego cudzego zdania. W praktyce najczęściej ścigani są autorzy publikacji, którzy przepisali od kogoś co najmniej kilka stron – wyjaśnia adwokat Andrzej Karpowicz, specjalizujący się w zagadnieniach związanych z ochroną własności intelektualnej. – Za plagiat może zostać uznane nie tylko przepisanie słowo w słowo czyjejś publikacji, ale np. omówienie czyjegoś wywodu naukowego własnymi słowami bez powoływania się na źródło. Udowodnienie plagiatu jest wtedy jednak bardzo trudne.

Jak działa Plagiat.pl?

System porównuje treść pracy licencjackiej lub magisterskiej z tekstami dostępnymi w Internecie oraz pracami z uczelnianej bazy obronionymi we wcześniejszych latach. Sprawdza całe prace, również te w językach obcych (ale może zestawiać tylko teksty napisane w tym samym języku, nie da się porównać tłumaczenia z oryginałem). Program wyszukuje frazy złożone z pięciu słów w identycznej kolejności i w takiej samej formie jak w sprawdzanej pracy. Następnie podlicza powtarzające się słowa i dzieli je przez liczbę wszystkich słów testowanej pracy – to jest pierwszy, standardowy współczynnik podobieństwa. Drugi uczelnie określają same – najczęściej wybierają ciąg 20–25 kolejnych słów, co pozwala odrzucić sformułowania stosowane powszechnie (np. „zostały przekroczone granice obrony koniecznej”) lub charakterystyczne dla danej dziedziny nauki.

O plagiat można podejrzewać pracę, dla której współczynnik podobieństwa przekracza 25 proc. System oblicza też, ile identycznych słów powtarza się w pracy magisterskiej i w innym źródle. Jeśli tym źródłem jest strona internetowa – wskazuje link do niej, a jeśli inna praca – autora i tytuł. Do promotora należy ocena, czy dokonane przez studenta zapożyczenie jest plagiatem.