POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 15 (3054) z dnia 2016-04-06; s. 107-109

Ludzie i style

Paulina Wilk

Planeta Zaha

„Powołuję do życia to, co niewyobrażalne i co się nikomu nie śniło” – brzmiało motto zmarłej w zeszłym tygodniu Zahy Hadid, najważniejszej architektki czasu globalizacji.

Zmarła nagle w wieku 65 lat. Była właśnie w Miami, doglądała budowy kompleksu wieżowców o nazwie 1000 Museum, gdzie ceny zaprojektowanych przez nią rezydencji sięgają 50 mln dol. To jeden z wielu projektów, jakie imperium Zahy Hadid, złożone z siedmiu spółek i zatrudniające 400 architektów, buduje teraz w kilkunastu krajach.

Jej mieszkanie w centrum Londynu, surowe i proste, zwykle stało puste. Hadid nie założyła rodziny, nie zaprojektowała domu dla siebie. Była nieustannie w drodze, tworząc dla innych – od Meksyku po Chiny (w Polsce zaprojektowała zakopiański dom Tomasza Gudzowatego oraz niezrealizowany pomysł kompleksu wieżowców w centrum Warszawy). Pozostawiła po sobie ponad 40 ważnych budowli – ikon nowoczesności o rozpoznawalnym, niepowtarzalnym stylu. Była niezrównana w tworzeniu miejskich krajobrazów zderzających naturalność i zmysłowość z futurystycznym duchem.

W 2004 r. otrzymała nagrodę Pritzkera (architektoniczny Nobel) jako pierwsza samodzielnie projektująca kobieta i pierwsza muzułmanka w historii. Miała wtedy na koncie niewiele budynków, ale wszystkie były innowacyjne. Nagle jej kariera zyskała niebywał...