POLITYKA

środa, 19 grudnia 2018

Polityka - nr 6 (6) z dnia 2018-05-16; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 30. Do czego nam ego; s. 64-67

MY. EGO wśród bliskich

Anna Dobrowolska

Płynne płcie

Dr Bogna Bartosz O różnicach pomiędzy kobiecym a męskim ego.

Anna Dobrowolska: – Wyniki badań amerykańskich psychologów Davida Dunninga z Cornell University i Joyce’a Ehrlingera z Washington State University wskazują, że statystycznie samoocena i poczucie własnej wartości są u kobiet nieco niższe niż u mężczyzn. Z czego to wynika?
Bogna Bartosz: – Kobiety mają w życiu do spełnienia inne zadania niż mężczyźni – w tym przekonaniu wciąż jeszcze zakotwiczają ludzi otoczenie, szkoła, media. I to działa jak samospełniające się proroctwo. Gdy dziewczynkom mówi się np., że z języka polskiego są lepsze niż z matematyki, to bardziej przykładają się do przedmiotów humanistycznych i rzeczywiście są z nich lepsze. To samo dzieje się z chłopcami, których przekonuje się do nauk ścisłych. Tymczasem badania psychologiczne nie potwierdzają różnic, jeżeli chodzi o zdolności matematyczne przynajmniej do 10. roku życia. Kiedy ludzie trafiają do pracy, stykają się z – podzielaną powszechnie bez względu na płeć – opinią, że mężczyznom można powierzyć bardziej odpowiedzialne zadania, że lepiej sobie radzą jako ...

Rozmówczyni pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Zajmuje się m.in. kulturowymi, społecznymi oraz indywidualnymi uwarunkowaniami tożsamości kobiet i mężczyzn oraz znaczącymi doświadczeniami autobiograficznymi w konstruowaniu kobiecej i męskiej tożsamości. Pod jej redakcją ukazały się książki „Kobiecość i męskość. Komunikacja, relacje, społeczeństwo” oraz „Wymiary kobiecości i męskości. Od psychobiologii do kultury”. Jest także autorką artykułów m.in. „Między teorią a telenowelą: wybrane konteksty psychologiczne relacji między kobietami a mężczyznami” i „Jak mówią mężczyźni? Jak mówią kobiety? wybrane konteksty kobiecego i męskiego stylu porozumiewania”.

Premia za 180+

Grzegorz Gustaw

Męskie ego może cierpieć z powodu niskiego wzrostu. Socjolog Saul Feldman z Case Western Reserve University w Cleveland wskazuje, że w społeczeństwie amerykańskim na każdym kroku dyskryminuje się niskich, a gloryfikuje wysokich. Badania prowadzone przez polskich psychologów przemawiają za tym, że również nad Wisłą mężczyźni otrzymują premię za wysoki wzrost. Naukowcy są też zgodni w tym, że wpływa on na:

• wysoki status – rośli mężczyźni na ogół zarabiają więcej (pierwsza pensja absolwentów Uniwersytetu Pittsburskiego mierzących ponad 180 cm była o 12 proc. wyższa od tej, którą dostawali ich „krótsi” koledzy), łatwiej im o zatrudnienie (w przeprowadzonym w 1969 r. przez Krentza studium 72 proc. badanych wybierało kandydata, który mierzył 185 cm, a nie 165 cm);

• karierę polityczną – w XX w. proporcja zwycięstw w amerykańskich wyborach prezydenckich wyższych kandydatów nad niższymi wyniosła – 22:3. Thomas J. Young i Laurence A. French po porównaniu danych stwierdzili też, że uznani za najlepszych prezydentów Lincoln, Roosevelt, Washington i Jefferson mogli poszczycić się średnią wzrostu 189,5 cm, podczas gdy określeni jako najgorsi Johnson, Buchanan, Nixon, Grant i Harding – 179,8 cm;

• powodzenie u kobiet – i to zarówno w kontekście prywatnym, jak i zawodowym. William Graziano z University of Georgia, Thomas Brothen oraz Ellen Berscheidn z University of Minnesota przeprowadzili badania, z których wynika, że panie zdecydowanie preferują mężczyzn wysokich (188–193 cm), ewentualnie średniego wzrostu (175–180 cm). Interesujące badania dotyczące odbioru przez kobiety w wieku 19–22 lat niskich i wysokich mężczyzn przeprowadził zmarły niedawno prof. Andrzej Szmajke, psycholog społeczny z Uniwersytetu Opolskiego. Wykorzystał zdjęcia mężczyzny na tle siatki wzrostu (poziome linie co 5 cm) wykonane tak, że mierzył on 168, 181 lub 195 cm i określił go jako 21-letniego studenta politechniki, interesującego się turystyką, informatyką i literaturą s.f., mieszkającego w akademiku. Badane miały za zadanie ocenić chłopaka na 11-stopniowych skalach z biegunami opisanymi jako: energiczny–ślamazarny, miły–odpychający, stanowczy–niezdecydowany, brutalny–delikatny, wyrachowany–prostolinijny, konformistyczny–niezależny, silny–słaby fizycznie, zahartowany–męczliwy. Ponadto oceniały wzrost mężczyzny: od 1 (niski) do 11 (wysoki), a także szacowały, jakim powodzeniem cieszy się u kobiet (od 1 – brak, do 11 – duże). Uczestniczkom niski mężczyzna jawił się jako mniej energiczny, stanowczy, niezależny, zahartowany oraz wysportowany, a także słabszy fizycznie od wyższych. Spostrzegały go też jako bardziej prostolinijnego i delikatnego. Uznały jednocześnie, że na największe powodzenie u kobiet może liczyć jegomość najwyższy.

Nic więc dziwnego, że niscy chcą za wszelką cenę dodać sobie wielkości. Niestety, najczęściej ma to opłakane skutki. Historyczka i antropolożka dr Monika Milewska, autorka książki „Bogowie u władzy”, podkreśla, że większość dyktatorów łączy niski wzrost. Stalin, Mussolini i Napoleon nie mieli więcej niż 168 cm. Hitler był średniego wzrostu.

Dr Milewska zauważa, że tyrani najczęściej są mocno zakompleksieni. Do władzy wyniosło ich m.in. poczucie bycia gorszym i słabszym. Dlatego otaczają się miernotami. Na takim tle ich „boskość” silniej emanuje. Przecież nikt, przynajmniej w przenośni, nie może wyrastać ponad nich. Rządzący współcześnie Rosją, określany mianem cara, Władimir Putin ma 168 cm, a Jarosław Kaczyński zalicza się do najniższych polskich polityków.