POLITYKA

Sobota, 24 sierpnia 2019

Polityka - nr 24 (3114) z dnia 2017-06-12; s. 108-113

Na własne oczy

Joanna Leszczyńska

Pnioki, krzoki, ptoki

Boże Ciało, Niedziela Palmowa – Łowicz obowiązkowo gości w migawkach tv. Można by pomyśleć, że składa się tylko z procesji i folkloru.

Gdyby się urodził później, może opuściłby Łowicz. Tak jak młodsi koledzy, którzy w latach 90. wyjeżdżali do wielkich miast i za granicę. Ale zbyt mocno zapuścił korzenie. Rutkowscy żyją tu od pięciu pokoleń. Pnioki – jak o tak zasiedziałych mówią Łowiczanie, zwani przez etnografów Księżakami.

U nas do niedawna nie wyruszało się daleko za chlebem – mówi Jacek Rutkowski, grafik samouk i rysownik, dziś związany z folkowym biznesem. – Wynika to z odrębności dawnego Księstwa Łowickiego, gdzie nawet za cara żyło się stosunkowo dobrze. Mieszkańcy wsi zakładali rodziny często w obrębie parafii.

Maciej Malangiewicz, dyrektor Łowickiego Ośrodka Kultury, nie jest tutejszy, ale po 30 latach już zadomowiony. Wedle Księżaków – krzok, czyli ktoś bliższy niż ptok, który przybył niedawno i nie wiadomo, czy nie odfrunie. – Nie wyobrażam sobie żyć w mieście anonimowym, bez tego genius loci – mówi. – Tu codziennie chodzę ulicami, gdzie są stare kościoły i&...