POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 39 (3129) z dnia 2017-09-27; s. 20-23

Co po PiS?

Joanna Solska

Po balu będzie ból

330 tys. osób odlicza dni do 1 października, kiedy wreszcie będą mogły udać się na emeryturę. Znienawidzona „reforma 67” została unieważniona. Ale na jak długo? Do zmiany rządu? Na pokolenia? Do katastrofy?

Do połowy września wnioski o emeryturę złożyło w ZUS już 140 tys. osób. Jakby się bały, że przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego (60 i 65 lat) jest tylko chwilowe, więc trzeba się spieszyć. Chociaż przedstawiciele rządu zapewniają, że tylko przywrócili Polakom prawo wyboru i wręcz zachęcają, żeby pracowali dłużej, to raczej niewielu z tego prawa zamierza skorzystać. Zwłaszcza że żadnych zachęt rząd nie oferuje. Nawet tych 10 tys. zł, które za dwa lata dłuższej pracy obiecywał wicepremier Mateusz Morawiecki.

Obliczenia prezes ZUS Gertrudy Uścińskiej, że z prawa zakończenia pracy od razu skorzysta 80 proc. uprawnionych, mogą się okazać niedoszacowane, ale nawet gdyby się sprawdziły, to koszt tej operacji, liczony tylko do 2021 r., wyniesie 54 mld zł. Składki wpłacane przez obecnie pracujących wystarczają jeszcze na wypłatę 75 proc. świadczeń emerytalnych, pozostałe 25 proc. dopłaca budżet. Szybko jednak zbliżamy się do momentu, gdy państwo będzie musiało dotować Fundusz Ubezpieczeń Społecznych więcej niż w połowie.

Narodu te miliardy niewiele obchodzą. Nie poruszają nawet szacunki dotyczące własnych świadczeń. Magdalena Malec z SGH twierdzi, że kobiety, kończąc teraz pracę w wieku 60 lat, dostaną emerytury aż o 40 proc. niższe, niż gdyby pracowały pięć lat dłużej. Już teraz duża część kobiet ledwie zbiera na świadczenie minimalne. Aż 95 proc. osób pobierających najniższą emeryturę to kobiety. Nawet te, które zarabiały dobrze, mają świadczenia aż o 45 proc. niższe od mężczyzn! Krócej pracują, mniej odkładają, dłużej żyją. Po październiku będzie jeszcze gorzej.

Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan, ale także członek rady nadzorczej ZUS, ostrzega, że już za kilkanaście lat połowa Polek nie zdoła uzbierać ze składek tyle, by starczyło nawet na świadczenie minimalne. Pięć lat stażu to niby niewiele, ale w wymiarze emerytur robi ogromną różnicę. Trudno uwierzyć, że osoby, które obecnie dostaną emeryturę równą połowie średniej pensji, za kilkanaście lat zobaczą, że stopniała do jednej czwartej tej średniej. Dlaczego?

– Dopóki nasze pieniądze leżą na indywidualnym koncie w ZUS, są świetnie waloryzowane – tłumaczy Jeremi Mordasewicz. W tym roku nasz kapitał zwiększy się o 8 proc., w 2016 r. waloryzacja wyniosła 6 proc. Kiedy jednak zaczynamy pobierać emeryturę, to waloryzacja świadczeń jest już dużo niższa, to zaledwie 20 proc. wzrostu wynagrodzeń plus inflacja. Emerytury relatywnie topnieją, ponieważ zarobki osób pracujących rosną o wiele szybciej. Reforma z 1999 r. zlikwidowała tzw. stary portfel, skrócenie okresu pracy znów go odtwarza.

Mało kto jednak tych przestróg słucha, jeszcze mniej się nimi przejmuje. Ludzie wiedzą swoje. Dominuje brak zaufania do państwa: przecież wiadomo, że w ZUS żadnych pieniędzy nie ma, nasze konta to tylko wirtualne zapisy, za kilka lat ZUS może nawet zbankrutować, więc trzeba brać, póki dają. Im szybciej, tym lepiej. Więc nawet kobiety skłonne są wierzyć, że powrót do krótszego od mężczyzn o pięć lat wieku emerytalnego to dla nich przywilej, a nie dyskryminacja. Nawet kosztem niższego świadczenia, do którego przecież będą mogły dorobić. Dorabianie to jednak jest pomysł nie dla wszystkich (trzeba mieć pracę) i tylko na pewien czas (trzeba mieć zdrowie).

Hałaśliwy protest związkowców z Solidarności pod warszawskim przedstawicielstwem Komisji Europejskiej, która jest przeciwna różnicowaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, powinien mieć hasło: Domagamy się niższych emerytur! Tymczasem nieśli sztandar informujący eurokratów, że „Polska szanuje kobiety”.

Biznes z narodem

Z możliwości wcześniejszego zakończenia pracy masowo mają zamiar skorzystać pielęgniarki. W godzinie „0” odejdzie od łóżek pacjentów 11,5 tys. pracownic. Nie ma kto ich zastąpić, ponieważ młodzi się do zawodu nie garną. Spośród absolwentów szkół pielęgniarskich tylko połowa zostaje w zawodzie i w kraju. Reszta coraz częściej wybiera emigrację, w Niemczech czy Norwegii proponuje im się nie tylko lepsze warunki pracy, ale też kilkakrotnie wyższe zarobki. Agencje poszukujące w naszym kraju pielęgniarek do pracy za granicą oferują im nawet pracę dla mężów. Rozważa się więc możliwość zatrudnienia w roli pielęgniarek ratowników medycznych.

Publiczna służba zdrowia funkcjonuje dzięki coraz starszym lekarzom. Gdyby ci, którzy zyskali uprawnienia do emerytury, rzeczywiście udali się na zasłużony odpoczynek, nie miałby nas kto leczyć. Lekarze nie kwapią się, na szczęście, do wcześniejszego zakończenia pracy. Skrócenie wieku emerytalnego może jednak zachęcić wielu z nich, zwłaszcza kobiety, żeby szybko przejść na emeryturę i ostatnie lata zawodowej sprawności wykorzystać do popracowania za granicą albo prywatnie. Zapewniając sobie swoisty trzeci filar do coraz chudszej emerytury.

Branża transportowa z kolei alarmuje, że już teraz brakuje 100 ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]